Media vita in morte sumus
Śmierć jest dla człowieka zjawiskiem nieuniknionym, a zarazem stanowi wielką niewiadomą. Znajduje się w centrum religii i jej rytuałów, rozważań filozoficznych, sądów moralnych i przedstawień artystycznych.
Podejście człowieka do śmierci jako wydarzenia należącego do dwóch porządków ludzkiego życia – natury i kultury ulega ciągłym zmianom. Dawne kultury były bardziej odporne na umieranie. Wytworzyły model „śmierci oswojonej” – ludzie umierali w domach, w otoczeniu najbliższych, pogodzeni z tym faktem. Wiek dziewiętnasty przyniósł załamanie się modelu śmierci tradycyjnej. Zmianie uległa relacja między umierającym, a otoczeniem. Można powiedzieć, że został zapoczątkowany swoisty „szpitalny styl umierania”. Proces umierania został niejako ukryty w salach szpitalnych.
Zjawisko unikania mówienia o śmierci i myślenia o niej zostało określone jako „kryzys śmierci”. Przejawia się on w usunięciu śmierci z przestrzeni życia publicznego. Śmierć dla człowieka staje się tematem tabu, tak, jakby w ogóle nie istniała. Świadomość własnej śmiertelności jest u pojedynczego człowieka zazwyczaj tłumiona.
Sam proces umierania jest wydarzeniem egzystencjalnym, ale też i duchowym. Człowiek zostaje zmuszony do konfrontacji z Bogiem lub „nicością”, gdy Boga odrzuca i jednocześnie do zmierzenia się z własnym życiem, jego wartością i sensem. Coraz trudniejsza jest ta konfrontacja, gdyż pokolenie ludzi, wchodzących dziś w wiek dojrzały, to generacja zupełnie nieoswojona ze śmiercią. Są pozbawieni doświadczenia koszmaru wojny, ale też nie uczestniczą w misterium umierania osób najbliższych. To wszystko powoduje, że śmierć, obrzędy pogrzebowe, cmentarze stają się zjawiskami obcymi.
Współczesny człowiek nie umie cierpieć, ucieka przed świadomym procesem umierania. Promuje się młodość i witalność. Natomiast starość, wraz z zjawiskiem śmierci jest niewygodna. Umieranie w szpitalu uwalnia człowieka od myślenia o śmierci, ale też niesie ze sobą niepokój, lęk i strach przed śmiercią. Dziś coraz więcej ludzi chce umrzeć jak najszybciej, bez bólu, żeby nawet nie poczuć – najlepiej ze znieczuleniem, we śnie. Z tym podejściem wiąże się również – obecne dzisiaj – zjawisko eutanazji. Eutanazja to śmierć na życzenie – szybka, lekka, bez bólu i cierpienia.
Kultura masowa zaciemnia ostateczne znaczenie śmierci indywidualnej i traktuje ją jako sprawę prywatną umierającej osoby. Media nie pokazują ludzi umierających, odchodzących, żegnających się z tym światem. Śmierć w cywilizacji nastawionej na sukces i wolność, witalność i energię życiową, skoro nie można jej pokonać, musi podlegać zignorowaniu. Traktuje się śmierć jako zjawisko, które dotyka wszystkich obok mnie. Środki masowego przekazu budują w umyśle współczesnego człowieka wypaczony wizerunek śmierci – „śmierć odrealnioną”. Przemoc obecna w telewizji, produkcjach filmowych, grach komputerowych, powoduje, że śmierć staje się zjawiskiem bezosobowym i mechanicznym, a nawet swoistą rozrywką. Ostatecznie przestajemy sobie radzić z prawdziwą śmiercią.
Wystawa Mors ianua vitae (Śmierć bramą życia). Chrześcijańskie obyczaje pogrzebowe ma na celu pokazanie fragmentu prawdy o śmierci poprzez obiekty, które jej towarzyszyły, obrazowały lub miały z nią związek, w czasach kiedy była ona jeszcze nieodłączną częścią życia.
Intencją autorów wystawy było pokazanie dziedzictwa historycznego Warmii i Mazur. Dlatego obok narracji skupiającej się na obrzędzie pogrzebowym Kościoła rzymskokatolickiego zaprezentowano zabytki związane obrzędem pogrzebowym Kościoła ewangelicko-augsburskiego. Sam obrzęd pogrzebu w zasadniczych elementach jest podobny: pożegnanie zmarłego, nabożeństwo w kościele i miejsce pochówku, jednakże teologiczne wyjaśnienie rzeczy ostatecznych jest różne w obu wyznaniach. Choćby w kwestii modlitwy za umierających, Mszy św. ofiarowanej za zmarłego, a także teologii czyśćca i Sądu Ostatecznego. Wykład teologii rzeczy ostatecznych w wyznaniu katolickim i luterańskim świadomie został pominięty, całą uwagę skupiono na pokazaniu dziedzictwa artystycznego obu wyznań, pokazując to co charakterystyczne dla katolików – ornaty, argentaria do sprawowania sakramentu chorych, ołtarze, a także to co charakterystyczne dla luteran – sposób upamiętniania zmarłych: cmentarze, epitafia, chorągwie pogrzebowe. Zauważalna jest przewaga zabytków katolickiej sztuki sakralnej nad luterańską sztuką sepulkarną, ale jest to uzasadnione znacznie bardziej rozbudowaną katolicką teologią o rzeczach ostatecznych: o śmierci, o czyśćcu – piekle, sądzie ostatecznym obcowaniu świętych, o ofierze Mszy św., to wszystko ikonograficznie zostaje wyrażone w malarstwie, rzeźbie, tkaninie i złotnictwie.
Ekspozycja poprowadzi zwiedzającego od Śmierci Chrystusa, którą chrześcijanie rozumieją jako Bramę Życia, poprzez śmierć męczenników za wiarę, do śmierci indywidualnej, która kończy biologiczne życie ciała, a uwalnia duszę. Następnie powiedzie nas osobno drogą ciała (poprzez obrzędy pogrzebu, pochówek i jego upamiętnienie) i oddzielnie drogą duszy, aż do rzeczy ostatecznych takich jak: niebo piekło, sąd ostateczny. Każdy z tych etapów dokumentują zabytkowe obiekty, na których różnoczasowy dobór zdecydowano się świadomie, zamykając chronologiczny zakres wystawy w ramach od końca XV wieku, po początek wieku XX. Bo choć w tym czasie obyczaje pogrzebowe ulegały zmianom, to etapy ostatniej drogi człowieka pozostawały niezmienne.
Prezentowane obiekty pochodzą z głownie z terenu Warmii i Mazur, ale także z Pomorza i Śląska. Przede wszystkim z obiektów sakralnych – kościołów, klasztorów, plebanii parafialnych i instytucji kościelnych. To także przemyślany wybór podyktowany kierunkiem, jaki przyjęła współpraca Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku i Muzeum Archidiecezji Warmińskiej w Olsztynie, której efektem jest trzecia już z kolei wspólna ekspozycja pokazująca skarby warmińskiej archidiecezji.
Wystawę uzupełniają muzealia ze zbiorów fromborskiego muzeum oraz Muzeum im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Kętrzynie, które przechowuje unikalne obiekty związane sztuką sepulkralną.
Osobny zespół stanowią zabytki, które dostarczyła „archeologia śmierci”. Jest to efekt prac wykopaliskowych prowadzonych przez dr Małgorzatę Grupę z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, obejmujący XVII i XVIII wieczne wyposażenie pochówków między innymi szaty grobowe (noworodka, dziecka, dorosłej osoby, a także księdza).
Pokazujemy zarówno obiekty wysokiej klasy, jak i zwykle przedmioty kultury materialnej. Dziełem niewątpliwie wybitnym jest siedemnastowieczny obraz z fromborskiego przykatedralnego kapitularza przedstawiający Pietę Anielską albo przejmujący krucyfiks z roku 1700, z kościoła p.w. Nawiedzenia NMP w Błudowie. Unikatem, nie tylko w skali Polski, jest gotyckie łoże, z pocz. XVI wieku, w którym na przestrzeni pięciuset lat jego użytkowania skończyło się zapewne niejedno życie.
Niezwykłe eksponaty stanowią dwie dziewiętnastowieczne trumny z kościoła p.w. św. Stanisława w Waplewie i kościoła p.w. św. Katarzyny w Brąswałdzie, które przeznaczone niegdyś na miejsce „wiecznego spoczynku”, w wyniku dramatycznych zbiegów okoliczności ujrzały światło dzienne.Zwłaszcza okazała jest trumna z Waplewa należąca zapewne do kogoś z rodziny właścicieli tamtejszego majątku, być może była miejscem spoczynku Otto Panncka , posła do Reichstagu z końca XIX w.
Wystawa przedstawia także obiekty ze względu na gabaryty, niespotykane raczej w muzealnych ekspozycjach – ołtarze: z kościoła p.w. św. Jana Chrzciciela w Jonkowie, z pocz. XX wieku, z wykładnią chrześcijańskiej doktryny śmierci oraz unikalny osiemnastowieczny ołtarz, z 1735 roku, z fromborskiej katedry, z kaplicy Zbawiciela (kaplica grobowa biskupa Krzysztofa Szembeka oraz czterech kolejnych biskupów warmińskich).
Zwraca także uwagę zespól dobrej klasy barokowych portretów trumiennych (z kolekcji prywatnej i kościoła p.w. św. Marii Magdaleny w Kalwie) oraz unikalnych chorągwi pogrzebowych ze zbiorów Muzeum w Kętrzynie. Na szczególną uwagę zasługuje także ogromnych rozmiarów siedemnastowieczny obraz z przedstawieniem Sądu Ostatecznego użyczony z kościoła p.w. św. Urszuli w Lichnowych.
Społeczność ewangelicka była znacząca dla regionów stanowiących ramy terytorialne tej wystawy, więc ważne miejsce zajmują obiekty z kościołów ewangelickich – chorągwie nagrobne, portrety i blachy trumienne, epitafia, nagrobki cmentarne, a nawet trumna i urna. Ekspozycję otwiera zamiast plakatu tytułowego fragment epitafium z kościoła ewangelickiego w Pasymiu, które stanowi nawiązanie do dekoracji bramy przy kościele garnizonowym p.w. św. Elżbiety we Wrocławiu. Bramę te prowadzącą niegdyś na cmentarz wieńczy podtrzymywany przez putta kartusz z napisem Mora ianua vitae.
Jako znak graficzny wystawy przyjęto detal z epitafium kanonika Adama Zygmunta Konarskiego (1685 r.) z katedry p.w. Wniebowzięcia NMP we Fromborku. Oddaje on w bardzo skondensowanej formie istotę naszego ziemskiego bytowania ale tez stanowi refleksję, która jest celem organizatorów wystawy. Ten emblemat, przedstawiający trzy czaszki ludzkie dźwigające książkę i uskrzydloną klepsydrę uzmysławia nam, że śmieć leży u podstaw naszej ziemskiej egzystencji, a księga doczesnego życia wkrótce zostanie zamknięta, kiedy tylko minie nasz czas.
X JMW / HSz
Dziś urządzenia do pomiaru czasu traktujemy jako rzecz niezbędną w organizacji dnia codziennego nie myśląc, że przecież miarowo odmierzają czas naszego życia.
Dawniej czasomierze łączone były w sposób oczywisty ze śmiercią i jej ceremoniałem, a w domu umierającego zatrzymywano je na godzinie śmierci.
W naszych czasach, kiedy śmierć wyklucza się poza nawias życia nie zaopatruje się już zegarów w sentencje na temat śmierci. Niegdyś umieszczano je na tarczach zegarów kościelnych (słonecznych i mechanicznych) ale także na zegarach podłogowych, czy kominkowych. Były to cytaty z biblii lub swobodna trawestacja biblijnych fragmentów, a także złote myśli pokoleń…
Vulnerant omnes, ultima necat (Wszystkie ranią, jedna z nich zabija)
Adducam contra te tempus (Sprowadzę na ciebie czas)
Tempus fugit, aeternitas manet (Czas ucieka, wieczność czeka)
Vidis horam, nescis horam (Widzisz godzinę, nie znasz godziny)
Jedna z tych godzin będzie Twoją ostatnią
W sztuce klepsydry i zegary stanowią zazwyczaj alegoryczne przedstawienie czasu i jego przemijalności, marności doczesnego życia, często (zwłaszcza klepsydra) pojawiają się jako jeden z niezbędnych atrybutów śmierci.
Również w literaturze jako alegorie czasu występują zegary i klepsydry. Szczególnym tego przykładem może być utwór związanego z Prusami Królewskimi, poety przełomu XVII i XVIII wieku, Jakuba Teodora Trembeckiego – Zegar bojaźni bożej (spopularyzowany jako pieśń żałobna, pod koniec XIX wieku, w tzw. śpiewniku pelplińskim). Poemat Zegar bojaźni bożej złożony z dwudziestu czterech dwuwersowych zwrotek przypisanych godzinom na tarczy zegara, z których każda zaczyna się złowieszcza anaforą zegar bije, prowadzi czytelnika od przeczucia śmierci po sąd ostateczny:
II Zegar bije, godzina żywota uchodzi
Czuj o sobie; śmierć z łuku w serce twoje godzi
III Zegar bije, ty grzesząc Jezusa krzyżujesz,
Cóż ci złego uczynił, że Go tak mordujesz?
VI. Zegar bije, czart zbytki cukruje żywota. Nie słuchaj! bo wiecznego nie ujdziesz kłopota
VII. Zegar bije, niebiescy żeńcy już wychodzą, Kąkol w snopki związawszy, w ogień znosić godzą
IX. Zegar bije, śmierć drzewo podcina żywota Biada tobie, jeśli cię nie odkupi cnota
X. Zegar bije, do brzegu już sieć wyciągają, Złe ryby precz wyrzucą, a dobre schowają.
XXI. Zegar bije, już i sąd za tym przywołany,
I wyrok świątobliwy stronom już wydany
XXII. Zegar bije, już wieczność cale następuje.
Patrz, jaką Bóg zapłatę za sprawy gotuje
XXIII. Zegar bije, piekło się ogniste otwiera,
A tysiące niezbożnych w przepaść swą zabiera
XXIV. Zegar bije, już wierni niebo osiągają,
W którym wiecznie królować z bogiem swoim mają
Na początku wystawy refleksji nad upływem czasu niech więc towarzyszy przegląd instrumentów służących do jego wyznaczania, mieszczący się w chronologicznych ramach całej ekspozycji, czyli od wieku XV, po wiek XX, poczynając od zegarów naturalnych, takich jak klepsydry (znane od ponad 3000 tysięcy lat), czy zegary słoneczne (wprowadzone na naszych terenach, od X wieku, wraz z przyjęciem chrześcijaństwa), po zegary mechaniczne (znane od XIV wieku, a obecnie również odchodzące już w niepamięć).
Chrześcijańska wizja śmierci – teologia śmierci
Ołtarz z kościoła p.w. św. Jana Chrzciciela w Jonkowie opisuje najtrudniejszy moment w ludzkim przeżywaniu powołania, mianowicie moment śmierci człowieka.
Sceny przedstawione w ołtarzu są ilustracją „rzeczy ostatecznych” oraz środków jakimi dysponuje wspólnota Kościoła katolickiego wobec tajemnicy śmierci i ostatecznych przeznaczeń człowieka. Wyrażenie: „rzeczy ostateczne” odpowiada greckiemu wyrazowi ta eschata i łacińskiemu novissima, czyli śmierć, sąd (zarówno szczegółowy pojedynczego człowieka, jak ostateczny całej ludzkości), niebo lub piekło.
Te części składowe naszego przeznaczenia, z konieczności za naszego życia są osłonięte tajemnicą, punkt szczytowy osiągają w samym Chrystusie, który jest Alfą i Omegą, Początkiem i Końcem (Ap 22, 13).
Kompozycję ołtarza stanowi układ sześciu kwater – płaskorzeźb, które układają się w tryptyk, po dwie sceny zarówno w części środkowej jak lewej i prawej. Sceny te należy czytać od dołu. W zwieńczeniu ołtarza rzeźbione wizerunki św. Józefa i św. Archanioła Michała – patronów dobrej śmierci.
Sceny w części środkowej to celebracja Mszy św. w kwaterze dolnej i Ukrzyżowanie w kwaterze górnej – wyraźnie większej, skupiającej uwagę, mającej charakter sceny centralnej.
Część środkowa jest ilustracją chrześcijańskiej prawdy wiary o Mszy św. która jest bezkrwawą ofiarą Chrystusa na krzyżu. W tym wypadku widzimy duchownego ubranego w czarny ornat co jednoznacznie wskazuje na to, że jest to Msza św. za zmarłych. Powyżej w scenie Ukrzyżowania z przebitego boku Chrystusa wypływa krew i woda, którą zbierają do kielichów aniołowie, następnie polewają nią zmarłych topiących się w ogniu piekielnym.
Msza św. za zmarłych jest najbardziej skutecznym sposobem modlitwy za osoby, które potrzebują oczyszczenia po śmierci. Kościół wyraża w ten sposób przekonanie o nieskończonej wartości Mszy św., która wypływa z zasług Chrystusa.
Modlitwa Świętej Gertrudy:
Ojcze Przedwieczny,
ofiaruję Ci Najdroższą Krew Boskiego Syna Twego,
Pana naszego, Jezusa Chrystusa,
w połączeniu ze wszystkimi Mszami Świętymi dzisiaj na całym świecie odprawianymi,
za dusze w Czyśćcu cierpiące,
za umierających, za grzeszników na świecie,
za grzeszników w Kościele powszechnym,
za grzeszników w mojej rodzinie, a także moim domu.
Amen.
Sceny po lewej stronie pokazują: dolna cierpiących w ogniu czyścowym, a może i piekielnym.
Ale jednocześnie zostaje ukazana prawda wiary o świętych obcowaniu i wstawiennictwie Matki Bożej za dusze w czyśćcu cierpiące. Oto w scenie drugiej, wyższej, widzimy tronującą Maryję, która prawą rękę trzyma w geście podźwignięcia, dusz z czyśćca, a lewą wskazuje na niebo.
Kościół zwraca się do Matki Bożej modlitwa za dusze w czyśćcu:
O Maryjo, swym litościwym sercem obejmij dusze zamknięte w ciemnych więzieniach pokuty, a nie mających na ziemi nikogo, kto by o nich pamiętał. Najlepsza Matko, wejrzyj swym miłosiernym wzrokiem na te dusze opuszczone, przyjdź im ze skuteczną pomocą wśród opuszczenia, w jakim pozostają i pobudź serca wielu wiernych do modlitwy za nie. O Matko Nieustającej Pomocy, zlituj się nad duszami opuszczonymi w czyśćcu!
Za pośrednictwem wizji św. Brygidy Szwedzkiej, Matka Boża zwraca się z przesłaniem: Jestem Matką wszystkich dusz czyśćcowych; wszystkie męki na jakie zasłużyli, nieustannie łagodzone są Moim wstawiennictwem.
Strona prawa ponownie dwie sceny: dolna to człowiek umierający, przyjmujący sakrament chorych jako wiatyk, a górna to Chrystus dokonujący sądu i anioł wprowadzający zmarłego do nieba. W lewym dolnym rogu kwatery wyższej przedstawiono uciekającego diabła, który ostatecznie został pokonany przez Chrystusa na drzewie krzyża.
Prawa strona ołtarza wyraża prawdę wiary, że człowiek pojednany z Bogiem, który otrzymał wiatyk na drogę zostaje wprowadzony do nieba, a szatan musi uciekać, gdyż nie udało mu się pozyskać duszy dla siebie.
Ołtarz z Jonkowa jest ikonograficznym przedstawieniem chrześcijańskiej wizji umierania i śmierci oraz tego co czeka człowieka po wypełnieniu się jego powołania.
Otóż po pojednaniu z Bogiem i przyjęciu sakramentu namaszczenia i komunii świętej dusza idzie na sąd przed majestat Chrystusa i może zostać od razu wprowadzona do nieba. Diabeł zostaje pokonany i ucieka. Ale jeśli zmarły odejdzie bez pojednania z Bogiem, albo świadomie Boga odrzucił idzie w ogień nieugaszony czyśćcowy lub piekielny. Jednakże nie zostaje porzucony sam sobie. Eucharystia celebrowana w intencji zmarłego obmywa z grzechów, jest najskuteczniejszą pomocą w wychodzeniu z czyśćca. Nie wolno też lekceważyć modlitw za zmarłych: Wypominek, nawiedzenia cmentarza, odpustów, a przede wszystkim wypraszania wstawiennictwa i pomocy Matki Bożej.
Chrześcijańska wizja śmierci – śmierć Chrystusa
Śmierć i zstąpienie do piekieł Chrystusa
Od chwili swego Wcielenia Syn Boży podejmuje Boży zamysł zbawienia w swoim odkupieńczym posłaniu: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło (J 4, 34). Realizując ten zamysł miłości Boga do człowieka do końca ich umiłował (J 13, 1), ponieważ nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15, 13). W ten sposób w cierpieniu i śmierci człowieczeństwo Jezusa stało się wolnym i doskonałym narzędziem Jego Boskiej miłości, która pragnie zbawienia ludzi.
W swoim zbawczym zamyśle Bóg postanowił, aby Jego Syn nie tylko umarł… za nasze grzechy (1 Kor 15, 3), lecz także by zaznał śmierci, czyli poznał stan śmierci, stan rozdzielenia Jego duszy i Jego ciała między chwilą, w której oddał ducha na krzyżu, i chwilą, w której zmartwychwstał. Ten stan Chrystusa zmarłego jest misterium grobu i zstąpienia do otchłani. Jest to misterium Wielkiej Soboty, gdy Chrystus złożony do grobu ukazuje wielki odpoczynek szabatowy Boga po wypełnieniu zbawienia ludzi, które napełnia pokojem cały świat.
Jezus doświadczył śmierci jak wszyscy ludzie i Jego dusza dołączyła do nich w krainie umarłych. Jezus zstąpił tam jednak jako Zbawiciel, ogłaszając dobrą nowinę uwięzionym duchom.
Krainę zmarłych, do której zstąpił Chrystus po śmierci, Pismo święte nazywa piekłem, Szeolem lub Hadesem, ponieważ ci, którzy tam się znajdują, są pozbawieni oglądania Boga. Taki jest los wszystkich zmarłych, zarówno złych, jak i sprawiedliwych, oczekujących na Odkupiciela, co nie oznacza, że ich los miałby być identyczny, jak pokazuje Jezus w przypowieści o ubogim Łazarzu, który został przyjęty „na łono Abrahama”. Jezus Chrystus, zstępując do piekieł, wyzwolił dusze sprawiedliwych, które oczekiwały swego Wyzwoliciela na łonie Abrahama.
Chrystus zstąpił do otchłani śmierci, aby umarli usłyszeli głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyli (J 5, 25).
Śmierć Chrystusa jest jedyną i ostateczną ofiarą. Jest równocześnie ofiarą paschalną, która wypełnia ostateczne odkupienie ludzi przez Baranka, który gładzi grzech świata (J 1, 29) i ofiarą Nowego Przymierza, przywracającą człowiekowi komunię z Bogiem oraz dokonującą pojednania z Nim przez Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów (Mt 26, 28).
Jezus, Dawca życia (Dz 3, 15), przez śmierć pokonał tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła, i wyzwolił tych wszystkich, którzy całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli (Hbr 2,14-15). Od tej chwili Chrystus Zmartwychwstały ma klucze śmierci i Otchłani (Ap 1, 18), a na imię Jezusa zgina się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych (Flp 2,10).
Trzeciego dnia zmartwychwstał
Głosimy wam Dobrą Nowinę o obietnicy danej ojcom: że Bóg spełnił ją wobec nas jako ich dzieci, wskrzesiwszy Jezusa (Dz 13, 32-33).
Zmartwychwstanie Chrystusa jest kulminacyjną prawdą wiary chrześcijan.
Misterium Zmartwychwstania Chrystusa jest wydarzeniem rzeczywistym, które posiadało potwierdzone historycznie znaki, jak świadczy o tym Nowy Testament. Już około 56 r. św. Paweł może napisać do Koryntian: Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu (1 Kor 15, 3-4). Apostoł mówi tu o żywej tradycji Zmartwychwstania, którą przejął po swoim nawróceniu pod Damaszkiem.
Maria Magdalena i pobożne kobiety, które przyszły, by dokonać namaszczenia ciała Jezusa, pogrzebanego pospiesznie w Wielki Piątek wieczorem z powodu zbliżającego się szabatu, pierwsze spotkały Zmartwychwstałego. Następnie Jezus ukazuje się, najpierw Piotrowi, a potem Dwunastu. Piotr, powołany do umacniania wiary swoich braci, widzi więc Zmartwychwstałego pierwszy i na podstawie jego świadectwa wspólnota stwierdza: Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi! (Łk 24, 34. 36).
Chrześcijańska wizja śmierci – Śmierć męczeńska
W rozumieniu chrześcijańskim męczeństwo jest szczególną formą świadectwa – oddaniem życia za wiarę w Jezusa Chrystusa.
Śmierć poniesiona w imię wierności własnym przekonaniom posiada ogromne znaczenie w procesie kształtowania postaw i wzorców religijnych, a także kulturowych. Dość powiedzieć, ze męczeństwo jest cenione nie tylko w chrześcijaństwie, ale również w judaizmie i islamie. Było i jest nadal źródłem wzruszenia, zaciekawienia, refleksji, inspiracją dla ludzi nauki i sztuki.
Znamienne są słowa wypowiedziane przez bł. Jana Pawła II: Świadectwo męczenników jest dla nas zawsze jakimś wyzwaniem – ono prowokuje, zmusza do zastanowienia. Ktoś, kto woli raczej oddać życie, niż sprzeniewierzyć się głosowi własnego sumienia, może budzić podziw albo nienawiść, ale z pewnością nie można wobec takiego człowieka przejść obojętnie. Męczennicy mają nam więc wiele do powiedzenia (Jan Paweł II. Homilia w czasie Mszy św. odprawionej na wzgórzu „Kaplicówka”. Skoczów, 22.05.1995).
Greckie słowo mártys (łac. martyr) znaczy tyle co świadek. Dopiero od połowy II wieku, w tradycji chrześcijańskiej, zostało zarezerwowane jako nazwa dla świadków wyjątkowych – tzn. takich, którzy przelali krew za Chrystusa.
Męczennicy byli pierwszymi świętymi chrześcijaństwa. Od samego początku istniało przeświadczenie, że są oni wiernymi uczniami i najdoskonalszymi naśladowcami Chrystusa. Cieszyli się z tego powodu powszechnym uznaniem i wielką czcią. W powszechnym przekonaniu przelanie krwi za Chrystusa zapewniało im zbawienie zaraz po oddaniu życia. Wczesnochrześcijańska tradycja nazywała męczeństwo chrztem krwi, podkreślając w ten sposób jego zbawcze skutki. Na grobach męczenników, przede wszystkim w rocznicę śmierci, gromadzono się na wspólną modlitwę i sprawowanie Eucharystii, proszono ich o wstawiennictwo, wierząc, że są najskuteczniejszymi orędownikami u Boga.
Teologia katolicka podkreśla, że męczeństwo jest szczytem chrześcijańskiego świadectwa oraz największym znakiem miłości wobec Boga i człowieka, a sam męczennik to doskonały naśladowca Jezusa Chrystusa.
Od czasów najdawniejszych do dnia dzisiejszego człowiek starał się pojąć, wytłumaczyć sobie, zrozumieć i wreszcie symbolicznie wyobrazić śmierć.
Czym jednak jest śmierć? Jest rozkładem ciała, końcem nieuleczalnej choroby, nagłą nieobecnością ukochanej osoby, kresem życia, niewyobrażalną rozpaczą, epilogiem starości?Śmierć jest wszechobecna, wielowymiarowa, wielopostaciowa i taki właśnie wielowymiarowy, niejednoznaczny obraz przyjęła w kulturze i sztuce.
W Starożytnej Grecji wyobrażał ją Tanatos – urodziwy, skrzydlaty chłopiec trzymający sieć. Dzięki skrzydłom Tanatos potrafił przemieszczać się szybko i sprawnie porywać ludzi – łowić ich dzięki sieci.
Śmierć przyjmująca makabryczny wizerunek pojawiła się w sztuce dopiero około XIII wieku, wtedy właśnie zaczęto ukazywać ją pod postacią szkieletu lub rozkładających się zwłok. W literaturze motyw śmierci pojmowanej jako ohydny rozkład stał się obecny wiele stuleci wcześniej, już w IV wieku, w rozprawie O cierpliwości Jana Chryzostoma, później w XI i XII wieku w licznych kazaniach i poezji.
Śmierć wyobrażana jako gnijący trup „pochłaniany” przez robaki ujawniała to co ukryte. Śmierć jest procesem aktywnym, który przeobraża pozorną szlachetność ciała najpierw w żer dla robaków, później w padlinę, ostatecznie w proch i pył. Śmierć jako śmierć aktywna każe człowiekowi wątpić, poddaje go obezwładniającemu lękowi i grozie.
Śmierć ubrana w alegoryczny kostium trupa zwraca uwagę człowieka na przyrodzoną mu cielesność, która już w trakcie życia jest złudnie urodziwa.
Ciało skrywa w sobie fizjologiczny niepokój, płyny, produkty, które naznaczają je stygmatem brzydoty. Człowiek żyje otoczony zgnilizną, flegmą, pod jego skórą toczy się odpychający spektakl organiczny, gnicie ciała zaczyna się już za życia:
Gdyby ktokolwiek zastanowił się, co ukrywa się w dziurkach od nosa, w gardle, w brzuchu, doszedłby do wniosku, że są tam tylko nieczystości … A jeśli nie możemy nawet czubkiem palca dotknąć flegmy czy kału, jak przeto możemy pragnąć, aby obejmować worek łajna? (Odo z Cluny)
Śmierć bywała też przedstawiana jako kobieta o rozwianych włosach nadlatująca nad świat, czwarty jeździec Apokalipsy, płaskonosy upiór. W każdej z odsłon posługiwała się bogatym rynsztunkiem atrybutów:
– jako „Kosiarka”/ „Kosiarz śmierć” stawała się straszliwą żniwiarką uśmiercającą żniwo ludzkiego żywota; człowiek umiera jak ścięta trawa, zioło, jak plony na polu:
Śmierć wtargnęła przez nasze okna,
weszła do naszych pałaców,
zgładziła dziecko z ulicy,
a młodzieńców z placów.
Trupy ludzkie leżą
Jak nawóz na polu,
Jak snopy za żniwiarzem,
Których nikt nie zbiera (Jr 9, 20-21)
– odgrywała również rolę okrutnego wojownika, posługiwała się nie tylko kosą, ale także kijem, maczugą, młotem, a przede wszystkim łukiem i strzałą stając się celnym myśliwym polującym bez tchu na swoją ofiarę – człowieka.
– stawała się sprytnym, przebiegłym graczem – grała w szachy, pelotę (piłkę) i karty. Śmierć zawsze wygrywa, bo gra znaczonymi kartami:
Życie to stół, gdzie gra ze sobą Czterech graczy: czas, który góruje kartą,
Mówi: pas; Miłość stara się jak może i drży; Człowiek nadrabia miną, a Śmierć wszystko zgarnia (Pierre Matthieu)
Przede wszystkim jednak Śmierć jest wytrawnym szachistą. W średniowiecznej literaturze popularnością cieszył się alegoryczny obraz świata przypominającego szachownicę o polach białych i czarnych (symbolizujących dobro i zło), ludzie tworzący hierarchiczną społeczność to szachowe figury: król, królowa, skoczek (rycerz), goniec (biskup), pionek (piechur), wieża (sędzia). Kiedy nastaje kres ludzkiego życia – koniec gry Śmierć zadaje szach i mat, panuje nad grą, wygrywa ją i nadzoruje ostateczny finał, po zakończonej grze wszystkie figury trafiają do worka
W sztuce nowożytnej alegoryczny wizerunek Śmierci wzmacniano dodatkowymi atrybutami w postaci: klepsydry, wiązki makówek, zgaszonej pochodni. Śmierci mogły towarzyszyć postacie równie wszechwładne jak ona: Saturn bądź Anioł Śmierci.
Od wieku XIV powszechnym w ikonografii stał się tzw. „triumf śmierci” – ukazujący Śmierć strzelającą z łuku, jadącą na sunącym wolno wole, bądź wozie przybranym w żałobne całuny. Wóz śmierci to miażdżąca machina wojenna, przygniata kołami, a nawet własnym cieniem. Śmierć tratuje wozem i strzela z łuku do młodych, pięknych, zakochanych, będących w trakcie polowania czy na majowych przejażdżkach. Zabija tych, którzy się jej nie spodziewają, którzy drwią ze śmierci, jednocześnie zostawia przy życiu wszystkich którzy jej pragną – ułomnych, żebraków, trędowatych. „Triumf śmierci” rozpowszechnił się w sztuce pod wpływem najsłynniejszej epidemii dżumy, zwanej „czarną śmiercią”, która od 1347 roku „rozlała się” w całej Europie szerząc niewyobrażalną umieralność.
„Triumf śmierci” podkreślał absurdalność umierania. Śmierć zaskakuje, zadziwia, objawia się nagle, bez uprzedzenia…
Drugą najbardziej powszechną ikonograficzną „kreację” śmierci stanowił słynny „Taniec śmierci” – „dance macabre„, wykształtowany w wieku XV.
„Taniec śmierci” należy odbierać jako przeciwieństwo „Triumfu Śmierci”.
„Taniec Śmierci” nie zaskakuje umierających, śmierci podlegają przedstawiciele wszystkich stanów (od papieża, kardynała, biskupa, cesarza, króla, księcia, szlachcica, mieszczanina po wieśniaka i żebraka); ludzie znajdujący się w różnych etapach życia – młodzi, starzy, dzieci, kobiety ciężarne, zaręczeni, małżeństwa z długim stażem, samotni pustelnicy; reprezentanci wszystkich zawodów (kupcy, sklepikarze, złodzieje, medycy, akuszerki).
„Taniec Śmierci” ukazywał człowieka pogodzonego ze Śmiercią. Fakt śmierci jest oczywistym spadkiem po grzechu pierworodnym, jest koniecznością i długiem zaciągniętym wobec Boga, który trzeba spłacić.
Umierający nie buntują się, nie rozpaczają, nie uciekają przed Śmiercią. Łagodnie, z lekkim żalem podają jej dłonie, w tanecznym korowodzie podążają za nią, suną jak w transie przyjmując zaproszenie do dalszej wspólnej drogi.
Wyobrażenia „Tańca Śmierci” umieszczano w postaci fresków na ścianach kostnic, kaplic cmentarnych, na murach otaczających cmentarze. Popularnością cieszyły się także drzeworytnicze cykle z „Tańcem Śmierci” dostępne dla wielu osób dzięki taniej technice wykonania, stanowiące formę „ilustracji budujących” o moralizatorskim charakterze.
„Taniec Śmierci” Hansa Holbeina należy do najsławniejszych ujęć ikonograficznych tego tematu. Pierwsze wydanie pt. „Les Simulachres & historiees faces de la mort” ukazało się w 1538 roku w Lyonie, wydrukowane przez Melchiora i Gaspara Trechsela, wydane przez księgarzy Jeana i François Frellon.
Pierwsze wydanie zawierało czterdzieści jeden drzeworytów zaprojektowanych przez Hansa Holbeina, wykonanych przez Hansa Lützelburgera, następne wydanie uzupełniono o kolejnych dziesięć ilustracji.
Hans Holbein wzorował się na średniowiecznej tradycji ikonograficznej „Tańców Śmierci” podkreślającej władzę Śmierci nad przedstawicielami różnych stanów, jednak w swoim cyklu zawarł dodatkowe treści.
Cykl rozpoczyna się ilustracjami Stworzenia Adama i Ewy oraz Grzechu Pierworodnego. Śmierć pojawia się w trzeciej scenie, w momencie Wygnania z Raju, tym samym objawia się jako następstwo upadku człowieka, jako dług, który należy spłacić wobec Boga …
Według Hansa Holbeina Śmierć nie jest jednoznaczna, przybiera różne wcielenia /maski/role – bywa błaznem, chłopem buntownikiem, uczonym. Jest dramatyczna, aktywna, pełna energii, bierze czynny udział w ludzkiej pracy, uczuciach, popędach. Bywa przyjacielem, ale też odwiecznym wrogiem człowieka – starcowi pomaga łagodnie wejść do grobu, w trudzie orze wraz z chłopem ziemię, karczuje ziemię z Adamem, współczuje odrzuconym żebrakom od których odwraca głowę książę, ale też uśmierca papieża w momencie koronacji cesarza, przeszywa rycerza kopią na polu bitewnym, porywa dziecko zatroskanej matce.
Hans Holbein unieważnia dialog między człowiekiem a Śmiercią jak to miało miejsce w tradycyjnych „Tańcach Śmierci”. Śmierć często wkracza w świat człowieka jako siła porządkująca wszechobecne zło, korupcję, grzech skąpstwa, lubieżności i pychy, staje po stronie biednych, niekochanych, odrzuconych, upokorzonych.
Jednocześnie nie jest straszna, bowiem człowiek sam kreuje świat jako straszny, w którym panują wojny, chłopskie bunty, konflikty religijne, zarazy. Dlatego gdy Śmierć przychodzi do człowieka bywa często niezauważona.
Ars moriendi (Sztuka umierania)
Śmierć niegdyś jawiła się jako fakt naturalny, wpisany w harmonię kosmosu i rytm przyrody. Najbardziej upragniona była śmierć zwykła, taka, którą zapowiadały znaki, wyczekiwana przez umierającego i jego rodzinę. Niepokojem zaś napawała śmierć nagła („mors repentina”), która nie dawała szansy na stosowne przygotowanie i pogodzenie się z losem.
W przygotowaniu człowieka do szczęśliwej i spokojnej śmierci, prowadzącej do zbawienia duszy, ogromną rolę odgrywały traktaty o „sztuce dobrego umierania” – „ars bene moriendi”. Powstawały one od XV wieku, ale ich popularność trwała przez wieki, w okresie baroku osiągając swoje apogeum Podręczniki dobrego umierania zakładały wzorcowy model śmierci w łóżku, w otoczeniu rodziny, zaś okolicznością sprzyjającą przygotowaniu do ostatecznego odejścia była choroba.
Każdy traktat zawierał szereg bardzo różnych modlitw:
– modlitwy przeznaczone dla duchownego
– pytania/pouczenia/napomnienia skierowane do Umierającego (Moribunda)
– modlitwy przeznaczone dla bliskich obecnych przy zgonie
– ogólne refleksje poświęcone śmierci
– przestrogi przed pięcioma pokusami diabelskimi:
1. pokusą w sprawie wiary
2. pokusą rozpaczy
3. pokusą pychy
4. pokusą zniecierpliwienia
5. pokusą chciwości.
Z poradników ars moriendi korzystali nie tylko ludzie z wyższych warstw społecznych ale i z nizin (były ilustrowane dla niepiśmiennych).
Śmierć była czynnością publiczną. Kiedy nadchodziła godzina konania (”Hora mortis”), przy łożu umierającego („Moribunda”) panował często tłok, gromadziła się rodzina, żegnająca się z bliskim, często dalsi krewni i znajomi, obecny był duchowny. Dodatkowo pojawiały się postaci z innego wymiaru: śmierć, anioł i diabeł toczący walkę o duszę, a jako istoty wspierające umierającego patroni od dobrej śmierci: św. Józef, św. Barbara i inni, np. świętego imiennika Moribunda, a także Anioł Stróż który potem odprowadzał duszę w zaświaty.
Leżącego na łożu śmierci zachęcano także do sporządzenia testamentu – aktu ostatniej woli.
Umierający odbywał spowiedź, (u zamożniejszych była Msza święta), przyjmował wiatyk i ostatnie namaszczenie. Wręczano mu krzyż i zapaloną świece, jako symbol wiary chrześcijańskiej. Recytowano siedem psalmów pokutnych i modlitwę za konających. W godzinę śmierci dzwonił tzw. dzwon konania, jego głos łagodził męki, pokazywał drogę w zaświaty, odpędzał złe moce (po śmierci liczba uderzeń odzwierciedlała wiek nieboszczyka). Kiedy konający wydał ostatnie tchnienie należało zamknąć oczy i usta żeby zabezpieczyć duszę przed cofnięciem się.
Śmierć indywidualna każdego człowieka stanowiąc krańcowy akt życia wyznaczający kierunek drogi dla ludzkiej duszy (piekło, czyściec lub niebo) wymagała wsparcia duchowego, modlitewnego, mistycznego. Wsparcie takie nie było jedynie udziałem rodziny umierającego, ale przede wszystkim należało do „obowiązków” patronów dobrej śmierci.
Wiara w czynną pomoc i obecność patronów dobrej śmierci łagodziła strach, czyniła akt umierania znośniejszym. Patroni dobrej śmierci nie byli wzywani tylko w przypadku konania/umierania/ostatecznego odchodzenia człowieka ze świata; ich pomocy oczekiwano także w przypadkach próśb o ocalenie od nagłej śmierci.
Do najpopularniejszych patronów od śmierci należeli: św. Józef, św. Barbara, św. Krzysztof, św. Agata, św. Archanioł Michał, św. Andrzej Bobola i św. Benedykt.
Święty Józef – uchodził za opiekuna rodzin, był patronem rzemieślników (głównie stolarzy, cieśli) i rolników wykonywał bowiem narzędzia potrzebne do pracy w polu i zapewniał wyżywienie Świętej Rodzinie. Tym samym jego patronat dotyczył także pomyślności zbiorów, zapewnienia pożywienia codziennego i odświętnego.
W ikonografii św. Józef ukazywany był jako czuły opiekun Jezusa i Matki Boskiej (w scenach Narodzin Dzieciątka, Ucieczki do Egiptu, Odnalezienia Chrystusa w świątyni), często z atrybutem w postaci lilii (symbolem czystości). Pracowitość i zawód rzemieślnika podkreślały przedstawienia ukazujące świętego w trakcie zajęć stolarskich, w tym m.in. w trakcie sporządzania łapki na myszy (symbolicznej pułapki na szatana).
Z patronatem „dobrej śmierci” najściślej korespondują przedstawienia ukazujące „Śmierć św. Józefa” w których Maryja i Chrystus czuwają przy łożu z umierającym świętym.
Święta Barbara – była córką bogatego poganina Dioskura z Nikomedii (Bitynii lub Heliopolis). Kiedy nawróciła się na wiarę chrześcijańską ojciec uwięził ją pierwotnie w wieży, wierząc, że osamotnienie i separacja zmienią religijną gorliwość córki. Uciekając z więzienia święta skryła się w górskiej grocie, lecz została wkrótce odnaleziona i poddana w Rzymie wielu torturom zleconym przez ojca. Zginęła w 306 roku z rąk własnego ojca, który zaraz po morderstwie córki został porażony piorunem.
Kult św. Barbary dotyczył szeroko pojętej sfery śmierci: święta miała ochraniać wszystkich wykonujących niebezpieczne profesje (górników, marynarzy, żołnierzy, artylerzystów); otaczała opieką w trakcie zarazy, patronowała cmentarnym kaplicom, chroniła przed pożarem i uderzeniem pioruna.
Do głównych atrybutów świętej należą: palma męczeństwa, monstrancja, miecz i miniatura wieży.
Święty Krzysztof (z greck. Christo-phoros – „niosący Chrystusa”; zwany też „Reprobus”- „Odrażający”) – legendarny męczennik pochodzący z Licji, żyjący w III wieku. Według podań ludowych był olbrzymem posiadającym wielką siłę i straszną głowę przypominającą wyglądem głowę dzikiego zwierzęcia bądź psa. Po nawróceniu na wiarę chrześcijańską Krzysztof został poddany wielu torturom (siekano go żelaznymi rózgami, włożono mu na głowę rozpalony żelazny hełm, sadzano go na rozpalonym żelaznym krześle).
Św. Krzysztof uchodził za pomocnika od nagłych niebezpieczeństw i dobrej śmierci, ochraniał także miasta położone nad rzekami, dodatkowo uczyniono go patronem żeglarzy, pielgrzymów i podróżników.
W sztuce wschodniej ukazywano go z charakterystyczną głową psa bądź szakala, trzymającego w dłoniach krzyż/tarczę/włócznię. W ikonografii zachodniej funkcjonował jako olbrzym malowany nierzadko na ścianach świątyń w postaci giganta, dźwigającego na ramionach małego Chrystusa, wspierającego się na kosturze porastającym liśćmi. Samo spojrzenie wiernych na taki wizerunek miało ochraniać przed niespodziewaną śmiercią.
Święta Agata – legendarna dziewica z Sycylii, która po nawróceniu na chrześcijaństwo została poddana całemu szeregowi tortur, z których do najstraszniejszych i najbardziej spektakularnych należało szarpanie piersi obcęgami, a następnie obcięcie ich i rzucenie ciała świętej na rozżarzone węgle.
Św. Agata funkcjonowała jako posiadająca niezwykłą obronną moc przed szeroko pojętym ogniem, ochraniała kobiety przed chorobami piersi i zaburzoną laktacją, była także patronką od dobrej śmierci. W tradycji ludowej chroniła przed pożarami (jej obrazy trzymano w domach w celach zabezpieczających), niekiedy obraz taki wynoszono w trakcie burzy na podwórko, by ochronić domostwo przed ogniem. W dzień św. Agaty – 5 lutego święcono chleb i sól, które w ten sposób przemieniały się w farmaceutyczne amulety ochraniające dom i budynki gospodarcze przed ogniem, produkty te spożywane w dzień poświęcenia i w ciągu roku ochraniały przed bólem zębów i brzucha, podawano je też bydłu w celach zdrowotnych.
Św. Agatę przedstawiano w sztuce z palmą męczeństwa w dłoni i półmiskiem na którym „spoczywały” odcięte piersi – symbol męczeństwa.
Święty Archanioł Michał – (słowo Michał oznaczało w języku hebrajskim „któż jak Bóg”) miał stać na czele hufców anielskich, funkcjonował jako strażnik Królestwa Niebieskiego. Archanioła Michała czczono jako opiekuna krajów i miast, był patronem rycerzy, żołnierzy, złotników oraz patronem dobrej śmierci.
Patronat nad dobrą śmiercią wynikał z funkcji jaką Archanioł Michał odgrywał w apokryfach i literaturze wizyjnej (opisującej podróże dusz w zaświaty), w tekstach tych pełnił rolę przewodnika dusz – Psychopomposa. W apokryfach opisujących Zejście Chrystusa do otchłani Archanioł Michał przejmuje od Jezusa wyprowadzonych i uwolnionych z piekła Adama i patriarchów by bezpiecznie towarzyszyć im aż do bram Edenu. W literaturze apokryficznej spełniał jeszcze jedno zaszczytne zadanie – właśnie jemu Jezus przekazuje duszę Matki Boskiej którą ma przenieść do nieba, niekiedy ma za zadanie umieścić ciało zmarłej Marii w raju pod drzewem życia. Archanioł Michał jest też aniołem stróżem dusz, którym było dane udać się w wędrówkę w zaświaty (do piekła, czyśćca i nieba).
W ikonografii Archanioł Michał przedstawiany był najczęściej w scenie Sądu Ostatecznego, w trakcie ważenia dusz bądź jako pogromca smoka-apokaliptycznej bestii. W tym drugim ujęciu, przybrany w zbroję staje się jednym z popularnych świętych rycerzy pokonujących zło (św. Jerzego, św. Teodora, św. Demetriusza). Do atrybutów Archanioła Michała należały krzyż, lanca, waga, miecz, tarcza, smok u stóp i tarcza z napisem Quis ut Deus (Któż jak Bóg).
Święty Andrzej Bobola – (ur.1591 r. w Strachocinie koło Sanoka, zm. 1657 r. w Janowie Poleskim), polski duchowny, kaznodzieja, jezuita, apostoł Pińszczyzny i Polesia. Większą część życia spędził jako wędrowny kapłan, nawracający niewierzących, ale także prawosławnych co doprowadziło do tragicznego męczeństwa i śmierci świętego. W 1657 roku podczas zajęcia Pińska przez Kozaków, św. Andrzeja pojmano i poddano straszliwym cierpieniom. Zwłoki świętego spoczęły w kościele w Pińsku, gdzie wierni przez wiele lat pielgrzymowali doznając uzdrawiających cudów przy nierozkładających się zwłokach świętego. Wierzono, że święty ochrania przed zarazą, uchodził także za opiekuna spraw trudnych, niebezpiecznych oraz patrona dobrej śmierci.
W sztuce przedstawiany jest jako wędrowiec w stroju jezuity, niekiedy z szablami wbitymi w kark.
Wiara chrześcijańska nakazywała chowanie zmarłych w miejscach uświęconych, tzn. na cmentarzach i w kościołach. Naturalną konsekwencją tego przepisu był nakaz kościelnego pogrzebu, w związku z tym ceremonia pogrzebowa odbywała się według ustalonych przepisów. Człowiek na przestrzeni wieków dążył do uświetnienia tej ceremonii, a w okresie baroku stała się ona niemal przedstawieniem teatralnym, zwanym pompa funebris.
Przez wieki obrzędy chrześcijańskiego pogrzebu odbywał się według określonych reguł obejmując kilka integralnych etapów: czuwanie w domu zmarłego, umieszczenie ciała w trumnie, zgromadzenie krewnych, Msza święta, ostatnie pożegnanie, wreszcie przeniesienie ciała do grobu. Oprawa pogrzebu zależała od wyznania (choć katolicki i protestancki ceremoniał do XIX wieku nie różnił się od siebie znacząco) ale przede wszystkim od pozycji i zamożności zmarłego. Szlachta naśladowała pogrzeby magnackie, mieszczaństwo, a także chłopi szlacheckie.
Na zorganizowanie pochówku rodzina miała zwykle od trzech do pięciu dni. Terminy pochowania zwłok regulowały specjalne ordynacje pogrzebowe. Stały za tym względy sanitarne i strach przed zarazą. Ale w przypadku magnatów, duchownych, hierarchów kościoła, czy szlachty często zwlekano i miesiące aż zjechała się cala rodzina i goście (stosowano balsamowanie, albo pogrzeby zastępcze). Przygotowanie zmarłego obejmowało mycie i ubieranie. Strój śmiertelny stanowił całun albo koszula śmiertelna – tzw. giezło, habit na znak pokuty albo ubranie własne, często bardzo wystawne. Ubranego nieboszczyka kładziono na marach albo od razu wkładano do trumny. Jako wyposażenie na ostatnią drogę zmarły dostawał do rąk wiecznie zieloną gałązkę, różaniec, krzyżyk, medalik, a na szyję szkaplerzyk. Protestanci wkładali w dłonie katechizm lub śpiewnik. Zmarłe dzieci, panny i kawalerów wyposażano w wianki z papierowych lub jedwabnych kwiaty, na znak młodego wieku i niewinności. Niekiedy całego nieboszczyka obkładano żywymi, suszonymi lub sztucznymi kwiatami Wnętrze trumny obijano materiałem, a wyściółkę stanowiła słoma, trociny, wióry, igliwie, liście, czy zioła. Drewniane trumny malowano lub obijano materiałem, umieszczano na nich: szyldy, kartusze herbowe, portrety trumienne. U wezgłowia stawiano świece i krzyż. Ciało okadzano jałowcem i pachnidłami. Dom zmarłego znakowano białą płachta zasłaniającą drzwi – oznaczającą całun śmiertelny, meble malowano często na czarno, zmywalną farbą, a lustra osłaniano fioletową materią, Stosowano różne dekoracje okolicznościowe, często obijano też czarną materią ściany. Zatrzymywano zegary na godzinie śmierci. Czuwanie przy zmarłym i modlitwy trwały zwykle jedną noc.
Następowała pierwsza eksportacja – kondukt prowadził zmarłego z domu do kościoła. Tam trumnę ustawiano na katafalku, a wokół cztery lub sześć lichtarzy oraz krzyż. Na okoliczność pogrzebu wznoszono w kościele specjalne dekoracje. Ta architektura okazjonalna była bardzo nieraz bardzo okazała, zwłaszcza przy wystawnych pogrzebach. Budowano bramy, łuki, castrum doloris (rozbudowana forma katafalku). Zamawiano też drobne elementy dekoracyjne jak: rzeźby, emblematy, podstawki pod trumny (w formie orłów, lwów, czy różnych figur). Nad trumną lub na trumnie od strony nawy umieszczano portret trumienny. W pobliżu katafalku zawieszano też chorągwie pogrzebowe. W kościele panował półmrok, ściany obijano czarną materią, oświetlone były tylko ołtarze i ciało zmarłego na katafalku.
Najważniejszą częścią liturgii pogrzebu była Msza św. (Missa Pro Defunctis). Kazania pogrzebowe, które bywały bardzo długie, później drukowano jako druki okolicznościowe. Po nabożeństwie żałobnym następowała kolejna eksportacja, czyli wyprowadzenie ciała z kościoła na cmentarz (czy też do krypty w kościele). Przy antyfonie Salve Regina ciało opuszczano do grobu.
Pamięć o zmarłych – cmentarz
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa, w okresie cesarstwa rzymskiego, groby zakładano przy drogach za miastem lub zmarłych składano w specjalnie budowanych katakumbach. Od VIII w. wskutek najazdów i wojen z plemionami barbarzyńców relikwie pierwszych męczenników zaczęto przenosić do świątyń budowanych w centrach miast i tam też zaczęto grzebać kolejnych zmarłych.
Kiedy od XII w. w Polsce zakładano parafie, a ludność obejmowano opieką duszpasterską, tworzono w tych miejscach cmentarze chrześcijańskie. Oddane pod opiekę duchownym, lokalizowane były w obrębie miast i kościołów. Cmentarze przykościelne – dziedziniec i najbliższe otoczenie świątyni oraz cmentarze kościelne, kiedy pochówki zakładano bezpośrednio pod posadzką kościołów lub budowano specjalne krypty – były najpopularniejszym miejscem grzebania zmarłych praktykowane do XVIII w. Na przełomie XVIII i XIX w. ze względów higienicznych cmentarze zaczęto zakładać poza granicami miast. Brama umieszczana w ogrodzeniu była symbolem przejścia ze świata żywych do umarłych, a ogrodzenie rozdzielało te dwa światy wyznaczając granicę między strefami sacrum i profanum. Nie mogli na nim znaleźć miejsca samobójcy czy złoczyńcy, bowiem chowano ich w niepoświęconej ziemi, często poza granicami cmentarza. Na przestrzeni wieków cmentarze stawały się nie tylko miejscem do grzebania zmarłych, ale także tworzyły i ukazywały historię, stając się jakby „kroniką” dziejów miejscowości czy regionu. Jednocześnie rozwijał się kult grobów, a właściwie pamięci bliskich. Na miejscach pochówków stawiano kwiaty, palono lampy a nawet budowano obeliski i stawiano rzeźby. Pomniki nagrobne oprócz upamiętniania zmarłego, „przemawiały” do przechodniów poprzez umieszczanie na nich symboli, atrybutów związanych ze śmiercią: trupie czaszki z przekrzyżowanymi piszczelami, urny, klepsydry. Inne symbole miały wyrażać oczekiwanie na zmartwychwstanie: krzyż – symbol wiary chrześcijańskiej, motyl – symbol odrodzenia, zegar – wskazujący ostatnią godzinę życia doczesnego, a jednocześnie pierwszą życia wiecznego, a także waga czy brama oraz zwierzęta – ryba, delfin, lew, orzeł czy paw. Przedstawiając symbolicznie kres ludzkiego życia umieszczano uschnięte drzewa, strzaskane obeliski, płaczące niewiasty, oparte o rozbite kolumny lub boga śmierci Thanatosa ukazanego w postaci uskrzydlonego młodzieńca, gaszącego pochodnię.
Cmentarze we Fromborku
Doskonałe przykład funkcjonowania na przestrzeni ponad sześciu wieków rozlicznych cmentarzy znajdziemy we Fromborku. Ślady istnienia najstarszego cmentarza istnieją do dziś w bazylice archikatedralnej, w postaci płyt nagrobnych we wnętrzu świątyni, łożonych od początku XIV w. w miejscu pochówków wyższych dostojników kościelnych. Tradycja grzebania biskupów, prałatów i kanoników w grobach ziemnych pod posadzką katedry fromborskiej przetrwała do początku XVIII w. Wówczas wybudowano kryptę, którą niechybnie zapełniono doczesnymi szczątkami zmarłych kanoników, ostatni pochówek miał tu miejsce na pocz. XX w. Oddzielną kryptę ufundował w 1735 r. bp Andrzej Krzysztof Szembek, którą wybudowano pod posadzką kaplicy Zbawiciela i wszystkich świętych. Miała ona w założeniu stać się miejscem wiecznego spoczynku biskupa i duchownych członków rodziny Szembeka, ale oprócz biskupa Szembeka pochowano tam jeszcze czterech kolejnych biskupów warmińskich. Kolejny cmentarz, przykościelny, który rozciągał się wzdłuż południowej ściany katedry, założono również na pocz. XIV w., ale na nim grzebano ludzi związanych ze służbą przy kościele biskupim. Równolegle na terenie miasta, które miało swój kościół farny założono odrębny cmentarz dla członków istniejącej parafii, który funkcjonował do połowy XIX w. Osobny cmentarz istniał od końca XIV wieku do połowy XX wieku przy dawnym zespole szpitala św. Ducha z kaplicą św. Anny. W przytułku tym mieli schronienie ludzie starzy i chorzy wymagający stałej opieki. Szczątki, jakie odkryto w czasie prac archeologicznych potwierdziły dokonywanie pochowków zarówno we wnętrzu jak i na zewnątrz szpitala i kaplicy. Jeszcze o innym cmentarzu, który funkcjonował od 1379 roku do połowy wieku XVI, wiadomo ze źródeł pisanych. Był usytuowany wokół leprozorium pod wezwaniem św. Jerzego, które położone było za miastem od strony wschodniej. W 1715 r. powstało nowe leprozorium, któremu nadano tytuł św. Józefa, NMP i św. Łazarza. O istniejącym przy nim cmentarzu, przeznaczonym dla chorych z miasta i okolic dowiadujemy się z zapisków, mówiących o pochówkach na koszt zakładu. Kiedy po roku 1772 do Fromborka zaczęli napływać osiedleńcy wyznania ewangelickiego, dla nich założono pierwszy cmentarz wyznaniowy, który znajdował się przy drodze do Braniewa, a po jego zamknięciu następny urządzono przy skrzyżowaniu ul. Młynarskiej i Kolonii Robotniczej. W 1818 r. do Fromborka przybyli członkowie diaspory żydowskiej i nabyli od Kapituły Warmińskiej teren na obrzeżach miasta po stronie południowo – zachodniej, na którym w tym samym roku założyli cmentarz żydowski. Obecnie jedyny zachowany, spośród cmentarzy historycznych we Fromborku, to cmentarz kanonicki założony w 1908 r. Zlokalizowany w zachodniej części parku jest kontynuacją pochówków dostojników kościelnych, których do pocz. XX w. grzebano pod posadzką katedry. Na tym cmentarzu, który zamknięto w 1946 r. zachowała się ponadnaturalnych wymiarów przepiękna rzeźba grupy Ukrzyżowania wykonana przez Juliusa Seitza. Należy także pamiętać o jeszcze jednym, nietypowym cmentarzu, jakim stał się Zalew Wiślany. W 1945 r. w czasie zimowej ofensywy Armii Radzieckiej, wiele tysięcy uchodźców z dawnych Prus Wschodnich przeprawiało się po lodzie na Mierzeję Wiślaną, aby stamtąd udać się statkami do Niemiec. Niestety, na skutek działań wojennych i bombardowań, dziesiątki tysięcy uchodźców utonęło w lodowatej wodzie Zalewu Wiślanego, pozostając tam na zawsze.
Cmentarze dawne i współczesne na planie miasta Fromborka
1. Wzgórze Katedralne:
– pochówki w katedrze – ziemne pod posadzką nawy i wokół ołtarzy (nawa główna – biskupi, nawy boczne – prałaci i kanonicy), 1300 – 1767 r.
– cmentarz przy ścianie południowej katedry XIV w.
– krypta biskupia w kaplicy Szembeka 1735 – 1908 r.
– krypta kanonicka 1710 ? 1909 r.
2. Kościół farny św. Mikołaja – cmentarz parafialny na terenie przykościelnym, XIV – poł. XIX w.
3. Szpital św. Ducha i kaplica św. Anny:
– pochówki dobroczyńców szpitala pod posadzką kaplicy św. Anny, XV – poł. XX w.
– pochówki pod posadzką nawy szpitala, XV – XIX w.
– cmentarz przyszpitalny po stronie wschodniej i południowej szpitala i kaplicy XV – poł. XX w.
4. Leprozorium św. Jerzego – cmentarz dla chorych na zarazę, od 1379 r. do poł. XVI w.
5. Leprozorium św. Józefa, NMP i św. Łazarza – cmentarz dla chorych na zarazę, od 1715 r. do poł. XIX w.
6. Cmentarz ewangelicki na przedmieściu braniewskim, od II poł. XVIII w.
7. Cmentarz ewangelicki przy skrzyżowaniu ulic Kol. Robotnicza i Młynarska, pocz. XIX – 1972 r.
8. Cmentarz żydowski- teren parku kanonickiego w zachodniej części,1818 – 1833 r.
9. Cmentarz kanonicki, ul. Sanatoryjna w zachodniej części parku, 1911 – 1946 r.
10. Cmentarz parafialny, ul. Braniewska , od 1824 r. do chwili obecnej
11. Symboliczny cmentarz ofiar II wojny światowej w wodach Zalewu Wiślanego
Pamięć o zmarłych – Kaplica Zbawiciela we Fromborku
W połowie XVIII w. na Warmii zaznaczył się silny ruch budowlany, kiedy rekonstruowano zniszczone i ograbione w czasie wojen szwedzkich kościoły, ale także fundowano wiele nowych obiektów sakralnych o bogatej architekturze i wspaniałych wnętrzach. W nawiązaniu do postanowień posoborowych, na Warmii, która jako jedyna na ziemiach pruskich pozostała katolicka, kładziono duży nacisk na kult świętych, w przeciwieństwie do wyznań protestanckich. Wyjątkowym dziełem, powstałym w tym okresie stała się kaplica Zbawiciela, św. Teodora i wszystkich świętych, wzniesiona i wyposażona z woli i fundacji biskupa Krzysztofa Andrzeja Szembeka, znana powszechnie pod nazwą kaplicy Szembeka. Wzniesiona na planie kwadratu, zakryta kopułą, na wzór i podobieństwo renesansowej grobowej kaplicy Zygmuntowskiej w Krakowie. Jej fundacja przeznaczona była na dwojaką funkcję: jako oratorium relikwiowe z konfesją św. Teodora i jako kaplica grobowa rodziny biskupa Szembeka, w której pod posadzką wymurowano dużych rozmiarów kryptę. Niestety, oprócz fundatora w krypcie nie spoczął nikt więcej spośród członków rodziny Szembeków. Stała się ona jednak grobowcem późniejszych ordynariuszy warmińskich od połowy XIX wieku, kiedy stolicę diecezji po ponad 500 latach przeniesiono z Lidzbarka do Fromborka. Spoczęli tam kolejni biskupi: A. Hatten, J. Geritz, A. Thiel, A. Bludau oraz kanonik A. Ossoliński.
Historia pochówków jak najbliżej grobów męczenników sięga IV w. i wynika z głębokiego przekonania, że umieszczanie zmarłych jak najbliżej pierwszych chrześcijan czy relikwii świętych, daje rękojmię zbawienia. Kaplica Zbawiciela we Fromborku łączy w sobie te dwie tradycje i jest jedyną tego typu realizacją na Warmii. Kult zmarłych zapoczątkował kult relikwii, którego największy rozkwit miał miejsce w średniowieczu. Od X w. relikwie święte umieszczano w relikwiarzach, bogato dekorowano i przechowywano w ołtarzu. W 1. połowie XVIII w. relikwiarze miały różne formy bogato dekorowanych urn, puszek lub skrzynek, jeżeli zawierały pojedyncze partykuły i pokaźne rozmiary, kształtem nawiązujące do trumny, jeżeli mieściły całopostaciowe relikwie świętego. Od tego czasu relikwiarz miał stanowić nie tylko ochronę dla relikwii, ale jednocześnie je eksponować, co stwarzało poczucie większej bliskości ze świętym. Nabywanie relikwii świętych przez biskupa Szembeka miało miejsce duże wcześniej przed ufundowaniem kaplicy. Zainteresowanie i podziw wzbudza tak wielka ilość relikwii, jaką udało się zgromadzić biskupowi w kaplicy. Są to na ogół szczątki anonimowych, wczesnochrześcijańskich męczenników, które pozyskiwano z katakumb Kaliksta, Pryscylli, Poncjana i cmentarzy rzymskich św. Wawrzyńca, św. Kalepodiusza. Biskup Szembek, oprócz kilkudziesięciu partykuł, otrzymał także całopostaciowe relikwie św. Teodora, które uroczyście wprowadził do kaplicy w 1734 roku. Oprócz świętych wczesnochrześcijańskich, sprowadził także relikwie rodzimych świętych, którzy byli ogłoszeni około 100 lat wcześniej. Było to podyktowane nie tylko okazywaniem wielkiej pobożności i wiary, lecz może bardziej podkreśleniem związków z Rzeczpospolitą, dla której Warmia w trudnym okresie zmagań z protestantyzmem, pozostała „świętą”. Pierwotnie, w roku konsekracji kaplicy, znajdowały się tam szczątki św. Kazimierza, św. Jana Nepomucena, św. Stanisława i św. Wojciecha.
Relikwie, bogato dekorowane i oprawione w relikwiarze, umieszczono na specjalnie w tym celu wystawionym ołtarzu, na którym w centralnej części, na mensie ustawiono tumbę.
Treści ideowe, zawarte w architekturze, malarstwie, czy złotnictwie wykonanym w kaplicy Szmbeka wzajemnie się przenikają i uzupełniają budując cały program, ale można je określić w kilku słowach, którymi biskup zatytułował kaplicę – Zmartwychwstałego Chrystusa Zbawiciela – tego, który przez swoje zmartwychwstanie, przynosił zbawienie, dając życie wieczne. Biskup Szembek, mając na celu otoczenie największą czcią zgromadzone relikwie ufundował, oprócz pięknej, materialnej oprawy artystycznej kaplicy także Beneficjum Szembeckianum. Ten wielki hołd w formie ofiarowanych Mszy świętych, nabożeństw i modlitw sprawowanych nie tylko w kaplicy, ale także w chórze, w prezbiterium przez biskupów, kapitułę i cały kler kościoła katedralnego miał być kultywowany także po śmierci biskupa. Być może ufając w nadzwyczajną moc, która towarzyszyła za życia świętym, biskup poprzez modlitwę i składanie ofiary Mszy św. w ich intencji oczekiwał wstawiennictwa czy pośrednictwa w przyszłym życiu. Stąd możemy również tłumaczyć wybudowanie krypty grobowej, w której spoczął na zawsze, w najbliższym ich otoczeniu.
Pamięć o zmarłych – epitafia z wyobrażeniem szkieletu frasobliwego
Płyty epitafijne kanoników warmińskich: Jana Scholza z 1682 r., Stanisława Bużeńskiego z 1684 r.
Bazylika Archikatedralna p.w. NMP Wniebowziętej i św. Andrzeja Apostoła we Fromborku
Pochodzące z katedry we Fromborku epitafium kanonika Zachariasza Jana Szolca (1682 r.) oraz epitafium kanonika Stanisława Bużeńskiego (1684 r.) posługują się wyobrażeniem „der sinnende Skelett” – „szkieletu frasobliwego”/ „szkieletu zadumanego”.
„Szkielet frasobliwy” wpisywał się w szeroką ikonografię vanitatywną o charakterze refleksyjnym, pojmującą zjawisko śmierci jako obszar medytacji, łagodnego rozmyślania, żalu, melancholii.
Szkielet przedstawiony w obu epitafiach został zainspirowany słynnym traktatem anatomicznym De humani corporis fabrica libri septem Andreasa Vesaliusa, wydanym po raz pierwszy w 1543 roku. Dzieło to uzupełniało ponad trzysta ilustracji autorstwa Jana Stefana z Kalkaru, który wraz z anatomem Andreasem Vesaliusem postanowił zaprezentować ciało medyczne w sposób nowatorski, czyli wysoce estetyczny. Część ilustracji ukazywała ciała anatomiczne odarte ze skóry w ruchu, w pejzażu. Martwe ciało ożywało w sposób cudowny ujawniając paradoksalnie nie przynależną im już sprężystość, witalność i szlachetność. Ukazane szkielety „natchnione” nowymi siłami, odrodzone fizycznie wykonują proste czynności i znane człowiekowi gesty – w tym gest melancholii. Na jednej z ilustracji samotny szkielet, oparty o stół, podpierający głowę kikutem lewej ręki, opiera prawą dłoń odważnie i poufale na czaszce spoczywającej na blacie stołu. Taki, a nie inny gest wyraźnie znamionuje kościotrupa jako trwającego w melancholijnych rozmyślaniach – nad pokonaną przez czas kondycją ludzkiego ciała, nad niezrealizowanymi marzeniami, nad utraconym życiem? Ta właśnie grafika bezpośrednio wpłynęła na fromborskie epitafia, choć da się zauważyć dwie istotne różnice: po pierwsze w obu epitafiach czaszka na której opiera dłoń szkielet została zamieniona na klepsydrę, po drugie epitafium Zachariasza Jana Szolca stanowi lustrzane odbicie grafiki vesaliańskiej.
Co ważne kanonik Zachariasz Jan Szolc zlecił wykonanie epitafium artyście Hansowi Aspernen jeszcze za swojego życia, tym samym funkcjonowało ono nie tylko jako obiekt utrwalający pamięć o kanoniku, ale też jako symboliczne zwierciadło przyszłości, w którym kanonik przeglądał się? z własnej woli, lękliwie choć z nadzieją na zbawienie.
Pamięć o zmarłych – portret trumienny
Pogrzeb szlachecki bądź magnacki stanowił w Polsce XVII i XVIII wieku niezwykle kosztowny, bardzo wystawny i trwający nierzadko wiele dni wyszukany spektakl, w którym uczestniczyły setki żałobników, duchownych, krewnych i gości. Pogrzebowe theatrum tworzyły pochwalne mowy, kazania, pochody za trumną, wystawne biesiady, zaś skomplikowany wielodniowy precyzyjny program pogrzebu „wymyślali” zatrudniani specjalnie przez rodzinę zmarłego: mistrz ceremonii (reżyser, najczęściej osoba duchowna) – konstruktor porządku uroczystości i scenograf (projektant, zazwyczaj architekt) – autor dekoracji ulic, bram triumfalnych, oświetlenia, strojów. Jedną z głównych dekoracji pogrzebowych, które komponował scenograf stanowił umieszczany w kościele „castrum doloris” („obóz bólu”) przypominający gigantyczny zamek bądź ołtarz, z towarzyszącymi mu alegorycznymi figurami aniołów, geniuszy, Kronosa itp. „Castrum doloris” posiadał przynależną mu dominantę, którą „kreował” portret trumienny, umieszczany „w nogach” trumny, skierowany w stronę kościelnej nawy – tak by zmarły będąc widocznym dla uczestników uroczystości, mógł im się jednocześnie przyglądać, obserwować ich?
Portret trumienny stanowiąc oryginalny wytwór polskiej kultury sarmackiej funkcjonował początkowo w uroczystościach pogrzebowych I połowy XVII wieku jako drugi już sobowtór zmarłego. Pierwsze wcielenie zmarłego odgrywał rycerz przybrany w zbroję zmarłego bądź dworzanin noszący strój nieboszczyka, niekiedy archimimus – sobowtór zmarłego wjeżdżał do kościoła konno, gdzie upadał z konia w symboliczny sposób podkreślając akt śmierci. Dodatkowo łamano kopię zmarłego, a jeśli był on ostatnim potomkiem rodu niszczono publicznie pieczęcie i tarcze herbowe. W II połowie wieku XVII portret trumienny przejął rolę archimimusa, stając się głównym wizerunkiem upamiętniającym osobę zmarłą.
Za najstarszy zachowany portret trumienny uważa się portret króla Stefana Batorego zdobiący jego trumnę królewską z 1587 roku, jednak prawdziwy stopniowy rozwój „gatunku” nastąpił dopiero w I połowie wieku XVII. Portret trumienny charakteryzował zespół oryginalnych komponentów tworzących razem wizualną a zarazem symboliczną odrębność wizerunku:
1. Kształt obrazu (malowanego najczęściej na blasze, rzadziej drewnie czy płótnie) odpowiadał wykrojowi poprzecznemu trumny, dlatego najczęściej przyjmował on formę sześcioboku, rzadziej ośmioboku, trapezu, prostokąta. Od około 1720 roku portret trumienny zaczął przybierać formę owalną, stanowiącą już odrębny byt nie nawiązujący do przekroju trumny.
2. Zmarły bywał ukazywany zazwyczaj w sposób mocno ekspresyjny, z charakterystycznym natarczywym, mocnym, porażającym widza spojrzeniem.
3. Wizerunek zmarłego przedstawiano mocnymi, agresywnymi, płaskimi płaszczyznami barwnymi, niekiedy także za pomocą żywiołowej kreski, ruchliwych pociągnięć pędzla sprawiających wrażenie pospiesznego malowania.
Apogeum swojej popularności osiągnął portret trumienny w II połowie wieku XVII, by zakończyć „bytność” na początku XIX wieku. Portrety XVII-wieczne charakteryzuje często przerysowanie graniczące z karykaturą, niezwykle silna wrażeniowość, czasami deformacja. Portretowani nie są idealizowani, ich tajemne twarze nie skrywają fizycznych oznak chorób, okaleczeń, oznak zmęczenia życiem. Są to twarze do głębi prawdziwe, ludzkie, rzadziej piękne, łagodne, szlachetne, spokojne, częściej ułomne fizycznie, zacięte, wrogie, niepokojąco nerwowe, żywe. Jednocześnie tak silny weryzm zestawiony z prawie obojętnym, błyszczącym tłem i ledwo zaakcentowanymi pozostałymi częściami anatomicznymi ciała powodował, że twarze te przypominają maski.
Na przełomie wieku XVII i XVIII portret trumienny zmienia nieco swoją podstawową jakość formalną, malowane do tej pory płasko wizerunki zyskują delikatny światłocień, a tło sugeruje niekiedy głębię. Dodatkowo w wieku XVIII coraz większą popularnością zaczął cieszyć się obraz o owalnym kształcie, przypominający portret dworski, czy wręcz go kopiujący. Zmarły nie patrzy już tak ostentacyjnie na widza, wręcz zdaje się nie zainteresowany jego spojrzeniem. Dzięki łagodnej charakterystyce, zaskakującemu zamyśleniu czy tajemniczemu uśmiechowi modela portret trumienny zyskuje wrażenie lekkości, ulotności, delikatności. Zmarli funkcjonują w „rokokowej lekkości bytu”, ich świat jest transparentny, przyjazny, zwiewny.
Portrety trumienne mogą dzisiaj funkcjonować jako niezwykły katalog konkretnych postaci, członków rodów, ale stanowią także świadectwo różnorodnej, bogatej kultury, w której jak w tyglu mieszały się religie, pochodzenia społeczne, przekonania. Portrety trumienne ukazują przedstawicieli szlachty, magnaterii, ale także mieszczan oraz osoby duchowne, dla upamiętnienia swoich bliskich zamawiali je zarówno katolicy jak i przedstawiciele kościołów reformowanych, Polacy jak i osiedli w Rzeczypospolitej obcokrajowcy. Portret taki wykonywał zamawiany przez rodzinę zmarłego malarz, który we współpracy ze scenografem uroczystości pogrzebowej odtwarzał oblicze nieboszczyka mając do dyspozycji dwa źródła: zabalsamowane zwłoki i wcześniejsze portrety zmarłego malowane za życia. Autorami portretów trumiennych byli zazwyczaj szeregowi malarze cechowi, o przeciętnych umiejętnościach, dopiero w wieku XVIII funkcję tę pełnili niekiedy malarze dworscy.
Portret trumienny stanowi fenomenalne świadectwo epoki baroku, w której dominującą, ukochaną sztukę stanowił teatr. Portret trumienny można nazwać „portretem aktywnym” biorącym udział w uroczystości pogrzebowej, pełniącym aktorską rolę bystrego obserwatora, jako sobowtór zmarłego w pewnym sensie kreował sceniczność pogrzebu, ale też w szczególny sposób wzruszał rodzinę, wywoływał najczulsze wspomnienia, ożywiał pamięć, jego słowami oratorzy wygłaszali mowy pożegnalne.
Pamięć o zmarłych – Chorągwie nagrobne
Chorągwie nagrobne stanowią jedną z najbardziej niezwykłych symbolicznych form upamiętnienia zmarłych, umieszczanych w świątyniach w „obszarze” przynależnym sferze pochówku (w krypcie, kaplicy, nad płytą nagrobną, przy epitafium).
Chorągwie pogrzebowe często brały „czynny” udział w ceremoniale pogrzebowym, wystawiane przy katafalku, niesione w trakcie pogrzebu, ostatecznie zawieszano je w świątyni upamiętniając zmarłego.
Zwyczaj wykorzystywania chorągwi w rytuale chrześcijańskich obrzędów pośmiertnych, odnotowujemy już w wieku dwunastym – chorągwie wieszano nad grobami rycerzy, którzy zginęli w walce z poganami. W czasach nowożytnych chorągwiami posługiwali się zarówno katolicy jak i protestanci, rytuał ten występował, zwłaszcza w XVII i XVIII wieku, na terenie Rzeczypospolitej, w Prusach, w Północnych Niemczech.
Jan Kochanowski w wierszu poświęconym kuchmistrzowi koronnemu Erazmowi Kroczewskiemu (zm. ok. 1570 r.) porównuje wiszącą chorągiew nagrobną z ludzkim losem zawieszonym na „słabej” więzi:
Ten proporzec nad zimnym grobem zawieszony
Świadczy, że tu Kroczewski leży pogrzebiony,
Nagle zmarły. Dla Boga! Co tu mieć na pieczy?
Na słabej nici wiszą wszytki ludzkie rzeczy
Chorągwie nagrobne wykonywano z różnego tworzywa: tekstyliów (jedwabiu, ale także pośledniejszych tkanin) oraz z blachy (miedzianej bądź żelaznej). Najczęściej przybierały formę prostokątną zakończoną trójkątnym wycięciem, o sporych rozmiarach (nawet do około 3 metrów).
Chorągwie zdobiono dekoracją malarską – awers przeznaczano zazwyczaj na portret zmarłego w postawie adoranta, rewers ukazywał ikonografię heraldyczną, napisy biograficzne i cytaty z Pisma Świętego. Dodatkowo posiadały różnorodny system emblematów vanitatywnych: kosy, sierpy, czaszki, klepsydry, wyobrażenia cyprysów.
Po ostatniej wojnie na terenie dawnych Prus Książęcych ocalało tylko jedenaście chorągwi (choć przedwojenny zasób szacują badacze na ponad sto). Większość z nich przechowuje Muzeum im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Kętrzynie, znajduje się tu między innymi chorągiew trzyletniego Botho Ernsta zu Eulenburga z Galin (jedyna dziecięca chorągiew w europejskich zbiorach), a także chorągiew Fryderyka von der Groebena z Łabędnika (bohatera bitwy pod Wiedniem).
Pozostałe egzemplarze znajdują się w zbiorach Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie i w kościele p.w. św. Antoniego w Suszu.
Pamięć o zmarłych – obrzędy po pogrzebaniu ciała
Kościół poucza, że Święci w niebie i wierni przebywający na ziemi mogą pomóc zmarłym w czyśćcu. Możemy im pomóc przez modlitwę, ofiarowane dobre czyny, spotykające nas cierpienia, lecz najbardziej przez ofiarowane w ich intencji Msze święte.
Dlatego też starano się pamiętać o zmarłych i o potrzebie niesienia im pomocy. Wyrazem takiej pamięci aż do dzisiaj jest uczta pogrzebowa, zwana stypą. Organizowano ją zwykle w dzień pogrzebu lub nazajutrz. Zapraszano na nią rodzinę, przybyłych na pogrzeb krewnych, sąsiadów i tych, którzy modlili się przy trumnie zmarłego przed pogrzebem. Zorganizowaną stypę uważano za dobry uczynek wobec zmarłego Żałobne przyjęcie łączono z modlitwą, a także dawało ono sposobność do wspominania zmarłego. Jak dawniej, szczególnie w terenie wiejskim, gromadzą się wierni w domu zmarłego na modlitwę w jego intencji, zazwyczaj przez trzy dni. Modlitwy także kończą się poczęstunkiem. Uczestnicy modlitw składają dobrowolne ofiary na Mszę żałobną w intencji zmarłego.
Także dowodem pamięci o zmarłym była ?noszona? przez najbliższą rodzinę żałoba. Dawniej ubierano czarny lub ciemny strój, zaznaczano to czarną wstęgą na rękawie lub takiej barwy kokardką. Różny był czas żałoby, zależnie od wieku zmarłego i stopnia pokrewieństwa. Nie było żałoby po małym dziecku. Dzisiaj bardziej podkreśla się wewnętrzny charakter żałoby niż manifestowanie jej na zewnątrz.
W starożytności chrześcijańskiej uważano, że najbardziej można pomóc zmarłemu, ofiarując za niego Eucharystię. Celebrowano więc Msze z racji pogrzebu, a także w rocznicę śmierci. W starożytnym Kościele istniał zwyczaj, przejęty z tradycji żydowskich, rzymskich i greckich, szczególnej pamięci o zmarłym w trzecim, siódmym i trzydziestym dniu po jego śmierci albo też w trzecim, dziewiątym (np. dziewięciodniowa żałoba po zmarłym papieżu) i czterdziestym. Dziewiąty i czterdziesty dzień podkreśla się szczególnie w tradycji Kościoła greckiego. W tych dniach celebrowano Msze święte. W tradycji Kościoła zachodniego upowszechniła się praktyka celebrowania Mszy za zmarłego w trzecim (jest to zwykle dzień pogrzebu), siódmym i trzydziestym dniu. Zwyczaj ten miał swoją symbolikę. Trzeci dzień przypominał zmartwychwstanie Pana Jezusa, siódmy – wieczny odpoczynek, trzydziesty – upamiętniał żałobę ludu izraelskiego po Mojżeszu i Aaronie. Według wierzeń pogańskich dusza przez trzy dni jest przy zwłokach zmarłego, przez dalsze dni (do siódmego) – przy jego grobie, zaś dnia trzydziestego (lub czterdziestego) opuszcza ten świat (W. Schenk).
Obecnie Kościół bardzo podkreśla znaczenie Mszy pogrzebowej po zmarłym i ma ona wysoką rangę wśród innych formularzy mszalnych. Po Soborze Watykańskim II poleca się celebrować Mszę świętą w pierwszą rocznicę śmierci.
Sposobność do okazania modlitewnej pamięci o zmarłych daje nam Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny (wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych).
W dniu 1 listopada procesja żałobna udaje się na cmentarz, zatrzymuje się w pięciu kolejnych stacjach, gdzie trwa na modlitwie: I – za zmarłych biskupów i kapłanów; II – za zmarłych rodziców; III – za wszystkich krewnych, przyjaciół i dobrodziejów; IV – za zmarłych, którzy na danym cmentarzu lub w obrębie parafii spoczywają; V – za wszystkich wiernych zmarłych.
Kościół katolicki w dniu 2 listopada wspomina w liturgii wszystkich wierzących w Chrystusa, którzy odeszli już z tego świata, a teraz przebywają w czyśćcu. Przekonanie o istnieniu czyśćca jest jednym z dogmatów wiary katolickiej.
Obchód Dnia Zadusznego zainicjował w 998 r. św. Odylon (+ 1048) – czwarty opat klasztoru benedyktyńskiego z Cluny (Francja). Praktykę tę początkowo przyjęły klasztory benedyktyńskie, ale wkrótce za ich przykładem poszły także inne zakony i diecezje. W XIII w. święto rozpowszechniło się na cały Kościół Zachodni. W wieku XIV zaczęto urządzać procesję na cmentarz do czterech stacji. Piąta stacja odbywała się już w kościele, po powrocie procesji z cmentarza. Przy stacjach odmawiano modlitwy za zmarłych i śpiewano pieśni żałobne. W Polsce tradycja Dnia Zadusznego zaczęła się tworzyć już w XII w., a z końcem wieku XV była znana w całym kraju. W 1915 r. papież Benedykt XV, na prośbę opata-prymasa benedyktynów zezwolił, aby tego dnia każdy kapłan mógł odprawić trzy Msze święte: w intencji poleconej przez wiernych, za wszystkich wiernych zmarłych i według intencji Ojca Świętego.
Znana jest praktyka wypominek. Są to modlitwy w intencji zmarłych odmawiane w kościele w miesiącu listopadzie, o które proszą wierni, składając z tej racji dobrowolne ofiary.
W dniach od 1 do 8 listopada można zyskać odpust zupełny i ofiarować go za zmarłego. W inne dni roku możemy otrzymać odpust cząstkowy za nawiedzenie cmentarza i odpowiednią modlitwę. Odpust ten też ofiarujemy za zmarłych.
Pięknym przejawem naszej pamięci o zmarłych jest częste odwiedzanie grobów zmarłych w ciągu roku, pielęgnowanie ich, palenie zniczy, modlitwa za naszych bliskich.
Chrześcijanin, który łączy własną śmierć ze śmiercią Jezusa, widzi śmierć jako przyjście do Niego i jako wejście do życia wiecznego. Śmierć jest bramą prowadzącą do życia wiecznego.
Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego zbawienia wiecznego, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości Boga.
Dlatego św. Jan mógł napisać: My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci. Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego. Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje (1J 3, 14-16).
Wierzymy, że wiele dusz, które są zgromadzone w raju z Jezusem i Maryją, tworzy Kościół niebieski, gdzie w wiecznym szczęściu widzą Boga takim, jakim jest, a także w różnym stopniu i na różny sposób uczestniczą wraz z aniołami w sprawowaniu Boskiej władzy przez Chrystusa uwielbionego, gdzie wstawiają się za nami oraz wspierają naszą słabość swoją braterską troską (Paweł VI, Wyznanie wiary Ludu Bożego, 29).
Chrystus jest Panem życia wiecznego. Do Niego jako do Odkupiciela świata należy pełne prawo ostatecznego osądzenia czynów i serc ludzi. Syn jednak nie przyszedł, by sądzić, ale by zbawić i dać życie, które jest w Nim.
Misterium Paschalne ma dwa aspekty: przez swoją śmierć Chrystus wyzwala nas od grzechu; przez swoje Zmartwychwstanie otwiera nam dostęp do nowego życia. Jest ono przede wszystkim „usprawiedliwieniem”, które przywraca nam łaskę Bożą, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych (Rz 6, 4). Polega ono na zwycięstwie nad śmiercią grzechu i na nowym uczestnictwie w łasce.
Wreszcie Zmartwychwstanie Chrystusa – i sam Chrystus Zmartwychwstały – jest zasadą i źródłem naszego przyszłego zmartwychwstania: Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli… I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni (1 Kor 15, 20-22). W oczekiwaniu na to wypełnienie, Chrystus Zmartwychwstały żyje w sercach wiernych.
Na końcu czasów, gdy nastąpi powtórne przyjście Chrystusa i Sąd Ostateczny, Królestwo Boże osiągnie swoją pełnię. Wtedy sprawiedliwi, uwielbieni w ciele i duszy, będą królować z Chrystusem na zawsze, a sam wszechświat materialny zostanie przemieniony. Bóg będzie w życiu wiecznym wszystkim we wszystkich (1 Kor 15, 28).
Rzeczy ostateczne – Czyściec
Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba.
To końcowe oczyszczenie wybranych, które jest czymś całkowicie innym niż kara potępionych, Kościół katolicki nazywa czyśćcem.
Czyściec – profundus – studnia/otchłań/przepaść.
Czyściec to miejsce centralne w trzech strefach odniesienia:
1. moralnej (pomiędzy dobrem a złem)
2. przestrzennej (pomiędzy piekłem i niebem)
3. czasowej (pomiędzy śmiercią i Sądem Ostatecznym)
Naukę wiary dotyczącą czyśćca sformułował Kościół przede wszystkim na Soborze Florenckim i na Soborze Trydenckim. Tradycja Kościoła, opierając się na niektórych tekstach Pisma świętego (np. 1Kor 3, 15; 1P 1,7) mówi o ogniu oczyszczającym.
Ale idea czyśćca zaczęła zyskiwać większe zainteresowanie wśród chrześcijan już około 1200 roku, jako wynik duchowej potrzeby miejsca pośredniego, przejściowego, obszaru zdolnego pomieścić dusze tych zmarłych których zbawienie bądź potępienie będzie w dużej mierze zależeć od wstawiennictwa żywych i ich gorliwej modlitwy.
Mimo, że pojęcie czyśćca zyskało na popularności dość późno, wiele wcześniejszych tekstów, powstałych przed XII wiekiem da się odnieść właśnie do idei czyśćca, są to przede wszystkim ustępy z Biblii, literatura wizyjna (opisująca podróże dusz w zaświaty), a także teksty Ojców Kościoła:
O czyśćcu pisali m.in. św. Klemens Aleksandryjski (III w.), Orygenes (III w.), św. Ambroży (IV w.), św. Bonifacy (VIII w.). Czyściec jawi się najczęściej jako kara ognia „roztropnego”, „nteligentnego”, który nie pochłania ostatecznie, a jedynie doświadcza. Czyściec jest karą ognia chwilowego, jest „chrztem ognia”, który dla sprawiedliwych może być nawet jak orzeźwiająca, chłodna rosa.
Czyściec posiada takie same elementy przestrzenne i machiny kary jak piekło – np. ognistą rzekę, ogniste studnie, w czyśćcu może panować mrok i niemiły zapach.
W „Boskiej Komedii” Dantego czyściec przyjmuje formę góry o siedmiu tarasach, na których dusze oczyszczają się z siedmiu grzechów głównych.
Kościół od początku czcił pamięć zmarłych i ofiarował im pomoce, a w szczególności Ofiarę eucharystyczną, by po oczyszczeniu mogli dojść do uszczęśliwiającej wizji Boga.
Czyściec nie mógłby „funkcjonować” bez troski żyjących o zmarłych, bez modlitwy, bez stosownych nabożeństw. Troska żywych o dusze czyśćcowe stanowi oczywisty system wiązany – dusze wyzwolone z czyśćca będą z kolei wspierać żyjących i pomagać im.
Zmarli istnieją w zaświatach za pośrednictwem żywych i w pewnym sensie dla nich.
Jan z Kwidzyna, słynny teolog i duchowy opiekun bł. Doroty z Mątaw pisał:
Ludzie żyjący mogą swymi uczynkami dopomóc duszom ludzi zmarłych i uwolnić je od kar czyśćcowych. Powinni to czynić ze względu na ich karę, która jest bardzo wielka; ze względu na potrzebę, w której się znajdują; ze względu na życzliwość, której są godni oraz ze względu na ufność: iż dusze te odwdzięczą się swoim dobrodziejom po dojściu do nieba. Każdy więc człowiek nawet święty, dopóki żyje, powinien zapewnić sobie po swej śmierci wsparcie uczynkami ludzi żywych.
W czasach nowożytnych czyściec nadal staje się ważnym tematem w literaturze mistycznej, kazaniach, szczególnie istotny wpływ na rozwój nauki o czyśćcu wywarły poglądy jezuickiego teologa Roberta Bellarmin (XVI/XVII w.), według którego wielką pomoc duszom czyśćcowym miało dawać światło stawiane na grobach, ciche odmawianie Modlitwy Pańskiej i drobna jałmużna, co ważne Bellarmin odradzał płacz żyjących, uważał bowiem, że szkodzi on duszom zmarłych i wzmacnia ich cierpienie.
Od XVI wieku powstają coraz częściej osobne rozprawy poświęcone czyśćcowi, na naszym gruncie warto wymienić m.in. Czyściec to jest zdrowa a gruntowna nauka o modlitwach (?) i mękach czyśćcowych Jakuba Wujka (1579 r.) i O czyśćcu kazanie pierwsze Stanisława Grodzickiego (1592 r.).
W XVII i XVIII wieku wiara w czyściec rozpowszechniła się w całej Europie i Polsce, jednocześnie wraz z nauką Kościoła rozwijała się „czyśćcowa” pobożność ludowa, przejawiająca się aktywną działalnością bractw dobrej śmierci i dusz czyśćcowych czy zwyczajem zawieszania w domach obrazów z duszami czyśćcowymi umieszczanymi przy domowej kropielnicy (w intencji dusz czyśćcowych żegnano się wodą święconą, nawet samo pokropienie obrazu dawało ulgę duszom; niektóre obrazy posiadały w dole liczydła dla zaznaczenia ilości modlitw odmówionych w intencji dusz). Wieczorami w domach całymi rodzinami odmawiano specjalne modlitwy czyśćcowe, na cmentarzach stawiano tzw. „latarnie umarłych”, a w miejscach wypadków fundowano kapliczki z cudownym wizerunkiem u stóp którego wyobrażano dusze czyśćcowe.
Od XVIII wieku praktykowano udział w niezwykłych loteriach zwanych „Skarbonami duchownymi”, grano także w modlitewne karty. Gracze losowali karty z zapisanymi konkretnymi modlitwami, które trzeba było odmówić za daną duszę czyśćcową.
Święci orędownicy dusz czyśćcowych
Dusze przebywające w czyśćcu oczekują pomocy.
Do najpopularniejszych patronów dusz czyśćcowych należeli: św. Grzegorz Wielki, św. Roch, św. Franciszek, św. Bonawentura, św. Hieronim, św. Antoni Padewski, św. Karol, a przede wszystkim Chrystus i Matka Boska.
Największą moc ratowania dusz czyśćcowych miała posiadać Matka Boska, przy czym wyróżniano kilka typów ikonograficznych łączonych szczególnie z purgatorium, były to: Matka Boska Niepokalanie Poczęta, Matka Boska Szkaplerzna, Matka Boska Pocieszenia i Matka Boska Różańcowa.
Modlitwa różańcowa przybrała ostateczną, wykształtowaną formułę pod koniec XV wieku, wraz z nią rozpowszechniły się w Europie bractwa różańcowe, dzięki którym zaczęły powstawać ołtarze i obrazy posługujące się nową wówczas ikonografią różańcową, której głównym trzonem stają się ujęcia maryjne:
W Polsce wykształtowało się kilka typów ikonograficznych Matki Boskiej Różańcowej:
1. Matka Boska Różańcowa w typie Niewiasty Apokaliptycznej otoczona różanym wieńcem/otoczona wieńcem zbudowanym z paciorków/ ukazana na tle różanego krzewu w płomienistej mandorli /trzymająca w dłoniach różaniec/ otoczona medalionami lub kwaterami z przedstawieniami różańcowymi.
2. Matka Boska Różańcowa przekazująca różaniec świętym dominikańskim przedstawiana w akcie wręczania różańca św. Dominikowi. Według legendy autorstwa Alanusa de Rupe, w 1212 roku na wyspie Albi Matka Boska ukazała się św. Dominikowi, podarowała mu różaniec i nakazała rozpowszechnienie nowej modlitwy. Obiecała również, że dzięki różańcowi pokona on heretyków. Św. Dominik zaczął głosił chwałę różańca po bitwie pod Muret w trakcie której niósł wielki krucyfiks cudownie chroniony przed strzałami albigensów – po wygranej bitwie święty miał poświęcić pierwszą kaplicę różańcową w kościele św. Jakuba w Muret. Mimo późniejszych prób podważania autentyczności tego zdarzenia bractwa różańcowe chętnie fundowały przedstawienia ukazujące ów ważny moment wizji św. Dominika. W sztuce polskiej oprócz św. Dominika, w scenie otrzymywania różańca od Matki Boskiej ukazywano m.in. bł. Jana z Dukli, św. Franciszka i św. Katarzynę Sieneńską.
3. Matka Boska Różańcowa Orędowniczka wiernych ukazywana w momencie adoracji przez świętych i przedstawicieli różnych stanów.
4. Matka Boska Różańcowa Orędowniczka Dusz Czyśćcowych przedstawiana wraz z duszami czyśćcowymi.
Ikonografia Matki Boskiej Różańcowej Orędowniczki Dusz Czyśćcowych stanowiła od wieku XVII dość powszechny typ przedstawieniowy ukazujący Maryje ofiarującą różaniec umieszczonym w dole sceny, skotłowanym w ogniu duszom czyśćcowym (w postaci nagich bądź ubranych postaci ludzkich). Niekiedy dolna część obrazu ukazywała nie tylko czyściec ale także piekło z diabłami. Ważną rolę odgrywają w tych ujęciach anioły – pomagają unosić ku niebu wybawione dusze bądź przybierają rolę pośredników pomagających zbolałym duszom dotknąć różańca.
Rzeczy ostateczne – Piekło
Śmierć w grzechu śmiertelnym, bez żalu za ten grzech i nie przyjęcie miłosiernej miłości Boga z własnego wolnego wyboru wprowadza człowieka w stan ostatecznego samowykluczenia z jedności z Bogiem i świętymi. Ten stan określamy słowem: „piekło”.
Jezus często mówi o „gehennie ognia nieugaszonego” przeznaczonej dla tych, którzy do końca swego życia odrzucają wiarę i nawrócenie; mogą oni zatracić w niej zarazem ciało i duszę. Nauczanie Kościoła stwierdza istnienie piekła i jego wieczność. Dusze tych, którzy umierają w stanie grzechu śmiertelnego, bezpośrednio po śmierci idą do piekła, gdzie cierpią męki, „ogień wieczny”. Zasadnicza kara piekła polega na wiecznym oddzieleniu od Boga; wyłącznie w Bogu człowiek może mieć życie i szczęście, dla których został stworzony i których pragnie.
Piekło jako obszar kary za grzechy funkcjonowało w sztukach wizualnych wielowymiarowo. Inspirowane apokryfami, literaturą wizyjną, przypowieściami ludowymi tworzyło wielowymiarową przestrzeń zbudowaną z sensualnych znaczeń.
Jedną z najbardziej popularnych odsłon ikonograficznych Piekła stanowiła „paszcza potwora Lewiatana”. Motyw ten zaczerpnięto z Księgi Hioba (41), w której pojawia się następujący opis bestii:
Głosu jego nie zdołam przemilczeć,
O sile wiem-niezrównana,
Czy odchyli kto brzeg pancerza
I podejdzie z podwójnym wędzidłem?
Czy otworzy mu paszczy podwoje?
Strasznie jest spojrzeć mu w zęby (…).
Jego kichanie olśniewa blaskiem,
Oczy-jak powieki zorzy:
Z ust mu płomienie buchają,
Sypią się iskry ogniste.
Dym wydobywa się z nozdrzy,
Jak z kotła pełnego wrzątku,
Oddechem rozpala węgle,
Z paszczy tryska mu ogień
Paszcza biblijnego potwora Lewiatana wyobrażająca wściekłość i obżarstwo diabłów przeobraża się w sztuce ok. 1000 r. w symboliczny znak całego piekła będącego tworem wiecznie połykającym, przeżuwającym i trawiącym grzeszników, co z kolei stanowiło oczywistą antytezę karmienia się Bogiem w Eucharystii.
Piekło wyobrażano również jako zamek/twierdzę/wieżę. Szatan zwany przez Ojców Kościoła mocarzem i tyranem musiał mieć własne królestwo, własne państwo bronione przez diaboliczną społeczność. Piekielne wieże i zamki ukazywano często jako twory niepełne, pozbawione harmonii – kalekie, zniszczone, rozpadające się. Inspirację dla ikonografii stanowiły w tym przypadku dwa źródła literackie:
1. Apokryfy o Zejściu Chrystusa do Otchłani (opisujące dramatyczne zabiegi diabłów próbujących niczym rycerze ochronić piekielną twierdzę przed Chrystusem, zawierając bramy brązowe i żelazne zawory).
2. Boska Komedia Dantego, w której pojawiają opisy architektonicznych konstrukcji takich jak zamek filozofów, wieża nad bagnem gniewnych i gnuśnych oraz Gród Disa – stolica szatana zamieszkała przez trzy furie.
Piekło ukazywano również w formie mrocznych ciemnych dolin, głębokich cystern, szczelin skalnych, mrocznych otchłani, w których grzesznicy w chaosie, bezładzie dryfują wrzuceni na oślep bądź wprost przeciwnie podzieleni są według popełnionych grzechów, a co za tym idzie przydzieleni do konkretnych obszarów kar.
Piekło nie byłoby piekłem bez swojej wyjątkowo licznej społeczności. Albert Wielki twierdził, że ilość złych duchów jest wielka, lecz niepoliczalna i znana jedynie Bogu. Istniały dwa sposoby ikonograficznej prezentacji demonicznej społeczności, pierwszy – poważny/surowy mający na celu poruszenie widzów, odwołujący się do moralności; drugi-znacznie częstszy – komiczny/satyryczny oswajający strach przed potępieniem, mający ów strach łagodzić, koić, uciszać.
Diabły miały posiadać określone usposobienie. Były bardzo pracowite, gorliwie zaangażowane w realizację skomplikowanego systemu tortur, w jednym z misteriów francuskich diabeł żali się, że jest tak zajęty, iż nie ma czasu się podrapać. Pracowitość diabłów odbija się nierzadko na ich cielesności wychudzonej, kościstej, wyniszczonej. Obok nader wyrazistych cech charakteru czy przyzwyczajeń, diabły cechowała jasno sprecyzowana fizyczność, m.in. rude włosy (symbol fałszu); kosmate ciało co utożsamia je z bytami zwierzęcymi – diabły to dzikie/ egzotyczne bestie, bezrozumne istoty kierujące się instynktem i nadmiernym wyuzdaniem; skrzydła – pozostałość po przeszłości diabłów (są upadłymi aniołami). Diabły posiadają niekiedy dodatkową twarz umieszczoną na łokciach, kolanach, a przede wszystkim na pośladkach i genitaliach czyli w miejscach podłych, pogardzanych, niskich, wstydliwych. Usta czy dodatkowe oblicze mieszczące się na brzuchu, genitaliach czy pośladkach sugerowało wybujały apetyt gastronomiczny i seksualny. Głowa – siedlisko rozumu, wiedzy, mądrości „obecna” w obszarze upodlonym świadczyła jednoznacznie o braku tychże. Poza tym zaakcentowanie najważniejszych części ciała w okolicach odbytu i genitaliów potwierdzało, iż jest to ciało karnawałowe – ciało przynależne światu na opak. Ciało nienaturalne / ponadnaturalne odzwierciedlało odmienność, ale też moralną niższość, tworzyło kategorię monstrum, którego najważniejszą z cech jest „nieobecność porządku”, nadmiar czy brak.
Rzeczy ostateczne – Niebo
Niebo jest celem ostatecznym i spełnieniem najgłębszych dążeń człowieka, stanem najwyższego i ostatecznego szczęścia. Żyć w niebie oznacza „być z Chrystusem”. Wybrani żyją „w Nim”, ale zachowują i – co więcej – odnajdują tam swoją prawdziwą tożsamość, swoje własne imię.
Niebo – Raj – Królestwo Niebieskie podobnie jak Piekło posiadało wiele ikonograficznych odsłon, akcentujących doskonałość i niezwykłość miejsca. Raj przedstawiany jest często jako ogród/ogród zamknięty (Hortus Conclusus)/ogród różany/altana różana-winna altana/kwietna łąka/miasto idealne otoczone murem w formie koła, czworoboku, sześcioboku i ośmioboku (figur idealnych).
– Hortus Conclusus (Ogród Zamknięty) – odnosi się do wersów z biblijnej „Pieśni nad Pieśniami” w której Oblubieniec porównuje Oblubienicę do Ogrodu Zamkniętego (Pnp 4, 12):
Ogrodem zamkniętym jesteś, siostro ma, oblubienico, Ogrodem zamkniętym, źródłem zapieczętowanym.
Zamknięcie, niedostępność, nieosiągalność ogrodu symbolizuje czystość i nieskazitelność Oblubienicy – Matki Boskiej.
– Ogród Różany – nawiązuje do Matki Boskiej zwanej „różą wspaniałą”, „różą bez kolców”, „różą mistyczną”, św. Bernard z Clairvaux porównywał Maryje do białej róży. Wierzono, że róża jest kwiatem, którego zapachu boi się diabeł. Około 1400 r. w malarstwie Nadrenii zaczyna kształtować się motyw zastępujący symboliczny ogród różany – różana altana lub różany żywopłot na którego tle przedstawiano Matkę Boską z Dzieciątkiem i świętymi.
– Ogród – już w Biblii Bóg wielokrotnie porównywany jest do Ogrodnika, który szczepi wyrywa, zrasza, zasadza, pielęgnuje i ochrania rośliny. Adam i Ewa otrzymali ogród rajski w posiadanie, niestety przez grzech pierworodny zostali wygnani z ogrodu-Raju i pozbawieni rozkoszy delektowania się jego darami. Chrystus jest Nowym Ogrodnikiem, który ponownie obdarowuje ludzkość ogrodem, o czym przekonuje Ewangelia św. Jana w scenie spotkania św. Marii Magdaleny ze Zmartwychwstałym Chrystusem, którego święta myli z ogrodnikiem. Św. Maria Magdalena staje się reprezentantką wszystkich grzesznych ludzi, którzy dzięki śmierci Chrystusa od nowa zostają obdarzeni rajskim ogrodem:
Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: Niewiasto czemu płaczesz?. Odpowiedziała im: Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie go położono. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej: Niewiasto czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś sądząc, że jest to ogrodnik, powiedziała do Niego: Panie jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę!. Jezus rzekł do niej: Mario. A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku Rabbuni to znaczy Nauczycielu. Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz go Boga mego i waszego. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział.
Scenę zwaną „Noli me tangere” (Nie dotykaj mnie) przedstawiano jako spotkanie w ogrodzie (Raju) św. Marii Magdaleny z Chrystusem ubranym w strój ogrodnika lub z atrybutami w postaci szpadla czy łopaty.
– Kwietna Łąka – ikonograficzna wizja Raju jako obszaru pełnego kwitnących kwiatów i aromatycznych ziół została zainspirowana popularną w wiekach średnich literaturą wizyjną, opisującą podróże dusz w zaświaty. W tego typu utworach Raj stanowi urodziwy, cudownie pachnący obszar porośnięty idealną, rozkwitającą przyrodą:
I poszedłem do Pana mówiąc: Kim oni są?. Odpowiedział mi: To są nasi bracia sprawiedliwi, których postać zapragnęliście zobaczyć. I powiedziałem doń: A gdzie są wszyscy sprawiedliwi albo jak wygląda niebo, gdzie mieszkają ci, z których bije tak wielki blask. A pan pokazał mi pewne bardzo odległe miejsce poza tym światem, przeniknięte blaskiem światła, gdzie powietrze prześwietlone było również promieniami słońca, a kraina sama kwitła niewiędnącym kwieciem i był wypełniona błogimi zapachami oraz roślinami, które wspaniale kwitną i są nieprzemijające, a niosą błogosławiony owoc. Tak silne było ich kwitnienie, że woń docierała stamtąd także do nas. Mieszkańcy tego miejsca odziani byli w szaty promienistych aniołów, a ich szaty miały taki sam wygląd jak ich kraj, aniołowie zaś przebywali tam wśród nich. (Apokalipsa Piotra).
– Miasto idealne – Niebieską Jerozolimę przedstawiano pod postacią obronnego miasta o wysokich murach z wyróżnioną bramą bądź ozdobnym portalem. Niebieska Jerozolima stanowiła często symetryczne, architektoniczne przeciwstawienie Piekielnemu Zamkowi. Główne źródło dla ikonografii Miasta Świętego – Jeruzalem stanowiła Apokalipsa św. Jana.
Rzeczy ostateczne – Sąd Ostateczny
Sąd Ostateczny – kosmiczny „spektakl”, wielki dramat ludzkości, w trakcie którego ma zapaść słuszny, sprawiedliwy i końcowy wyrok nad każdym człowiekiem.
Chrześcijańskie wyobrażenia Sądu Ostatecznego czerpały główną inspirację z apokryfów, pism Ojców Kościoła, apokalips, a przede wszystkim z ustępów z Biblii:
Wówczas ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy będą narzekać wszystkie narody ziemi; i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach niebieskich z wielką mocą i chwałą. Pośle On swoich aniołów z trąbą o głosie potężnym, i zgromadzą Jego wybranych z czterech stron świata, od jednego krańca nieba aż do drugiego (Mt 24,30-31).
Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały (Mt 25,31).
W owe dni, po tym ucisku, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą spadać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą (Mk 13, 24-26).
Potem ujrzałem wielki biały tron
I na nim Zasiadającego,
od którego oblicza uciekła ziemia i niebo,
a miejsca dla nich nie znaleziono.
I ujrzałem umarłych
wielkich i małych
stojących przed tronem,
a otwarto księgi.
I inną księgę otwarto
która jest księgą życia.
I osądzono zmarłych z tego, co w księgach zapisano,
według ich czynów.
I morze wydało zmarłych co w nim byli,
i Śmierć i Otchłań wydały zmarłych co w nich byli,
i każdy został osądzony według swoich czynów.
A Śmierć i Otchłań wrzucono do jeziora ognia.
To jest śmierć druga-jezioro ognia.
Jeśli się ktoś nie znalazł zapisany w księdze życia, został wrzucony do jeziora ognia. (Apokalipsa św. Jana, 20, 11-15).
Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełen chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli owce od kozłów. Owce postawi po prawej a kozły po lewej stronie (Mt 25, 31-34).
Sztuki wizualne posiłkując się tekstem pisanym przedstawiały Chrystusa w roli Sędziego otoczonego świętymi i aniołami, który gestem wyraża swoją wolę:
– ukazuje rany na dłoniach – Ostentatio vulnerum (znak Męki koniecznej do odkupienia ludzkości)
– prawą dłonią błogosławi zbawionych, lewą skazuje potępionych
– zasiada na tronie lub tęczy (symbolu przymierza Boga z człowiekiem)
– opiera stopy na kuli na znak panowania nad światem
przy Jego ustach znajdują się:
– lilia (symbol cnotliwości, łagodności i pokoju, objawiany zbawionym)
– miecz (symbol gniewu, kary i sprawiedliwości ukazywany grzesznym/potępionym)
– dwa miecze (symbol władzy świeckiej i duchowej)
Ważnym atrybutem Chrystusa bywa też księga/zwój – rozumiana jako księga ludzkich uczynków, księga żywota (signatur liber vitae). Wierzono, że księga zawiera drobiazgowy opis życia każdego człowieka, była rejestrem wyborów życiowych, księgą rachunkową ze spisem tego co dobre i złe.
Istotną funkcję w ikonografii Sądu Ostatecznego pełni Archanioł Michał przyjmujący rolę ważącego dusze na wadze sprawiedliwości lub przewodnika dusz w zaświaty.
Jako pomocnik i „wielki wagowy” Boga Archanioł Michał unaoczniał wartość duszy, jej jakość, grzeszność lub bezgrzeszność. W ikonografii średniowiecznej duszę spoczywającą na szali opadającej w dół odczytywano jako wypełnioną ciężarem dobra i cnót; z kolei dusza lekka, nie powodująca nawet drgnienia szali wyobrażała duchową pustkę, niedosyt lub brak dobra. Diabły próbowały niekiedy oszukać św. Archanioła Michała i „przemycić” złą duszę do Królestwa Niebieskiego za pomocą dodatkowego obciążenia szali – umieszczając obok duszy młyńskie kamienie, worki z piaskiem, wreszcie same zawisając własnymi ciałami na szali chciały zmienić jej kierunek… bezskutecznie.
Oprócz św. Archanioła Michała ukazywano w ujęciach Sądu Ostatecznego Anioła Stróża walczącego z diabłem o ludzką duszę, a także Matkę Boską i św. Jana Chrzciciela – głównych orędowników ludzkości.
Umieszczanej w centrum scenie Sądu Ostatecznego towarzyszyły często przedstawienia Nieba i Piekła, ku którym kierują się zbawieni lub potępieni.
Oba eschatologiczne obszary mogły przybierać różnorodną formę:
Niebo – Niebieska Jerozolima jako warowny gród, brama zamkowa, brama miasta, symboliczne drzwi, kwietna łąka, ogród kwiatowy, ogród różany, różana altana.
Piekło – paszcza potwora Lewiatana, paląca się twierdza zniszczenia, szczelina skalna, mroczna grota, wysoka cysterna, podziemie.
Mors ianua vitae
Chrześcijańskie obyczaje pogrzebowe
Media vita in morte sumus
wystawa czasowa w Gmachu Głównym (Dawny Pałac Biskupi)
ul. Katedralna 8 (Wzgórze Katedralne), Frombork
27 październik 2012 – 31 lipiec 2014
Scenariusz i realizacja wystawy:
Jagoda Semków – kustosz Muzeum Mikołaja Kopernika
Henryk Szkop – dyrektor Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku,
Weronika Wojnowska – kustosz Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku,
Ks. dr Jacek Maciej Wojtkowski – dyrektor Muzeum Archidiecezji Warmińskiej
Współpraca:
dr Małgorzata Grupa – Instytut Archeologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu
dr Jowita Jagla – Katedra Historii Sztuki Uniwersytetu Łódzkiego
Zdjęcia:
Bożena i Lech Okońscy
Kuratorzy wystawy:
Henryk Szkop – dyrektor Muzeum Mikołaja Kopernika
Ks. dr Jacek Maciej Wojtkowski – dyrektor Muzeum Archidiecezji Warmińskiej
Eksponaty na wystawę użyczono z kościołów i instytucji Archidiecezji Warmińskiej oraz Diecezji Elbląskiej i Toruńskiej, a także muzeów i kolekcji prywatnych
Kościoły i instytucje kościelne
Barczewko – Kościół p.w. św. Wawrzyńca
Barczewo – Kościół p.w. św. Andrzeja
Bartąg – Kościół p.w. św. Jana Ewangelisty i Opatrzności Bożej
Błudowo – Kościół p.w. Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny
Braniewo – Kościół p.w. św. Katarzyny, Kościół p.w. św. Krzyża, Kościół p.w. św. Antoniego, Zgromadzenie Sióstr Św. Katarzyny Dziewicy i Męczennicy, Ukraińska Cerkiew Greckokatolicka p.w. św. Trójcy
Brąswałd – Kościół p.w. św. Katarzyny
Dąbrówka Malborska – Kościół p.w. św. Mikołaja
Frombork – Bazylika p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i św. Andrzeja Apostoła
Henrykowo – Kościół p.w. św. Katarzyny
Jonkowo – Kościół p.w. św. Jana Chrzciciela
Kalwa – Kościół p.w. św. Marii Magdaleny
Kiwity – Kościół p.w. św. Piotra i Pawła
Kwiecewo – Kościół p.w. św. Jakuba Apostoła
Lechowo – Kościół p.w. św. Jana Chrzciciela
Lichnowy – Kościół p.w. św. Urszuli
Lidzbark Warmiński – Kościół p.w. Świętych Apostołów Piotra i Pawła, Zgromadzenie Sióstr Św. Katarzyny Dziewicy i Męczennicy
Łabędnik – Kościół p.w. Matki Boskiej Zwycięskiej
Mingajny – Kościół p.w. św. Katarzyny
Nowe Miasto Lubawskie – Kościół p.w. św. Tomasza
Olsztyn – Archiwum Archidiecezji Warmińskiej, Wyższe Seminarium Duchowne Metropolii Warmińskiej „Hosianum”, Biblioteka Wyższego Seminarium Duchownego Metropolii Warmińskiej „Hosianum”
Orneta – Zgromadzenie Sióstr św. Katarzyny Dziewicy i Męczennicy
Orzechowo – Kościół p.w. św. Jana Chrzciciela
Pasym – kościół Ewangelicko-Augsburski
Płoskinia – Kościół p.w. św. Katarzyny
Pogorzala Wieś – Kościół p.w. św. Mikołaja
Próchnik – Kościół p.w. św. Antoniego
Radostowo – Kościół p.w. św. Anny
Radziejewo – Kościół p.w. św. Antoniego
Różynka – Kościół p.w. św. Mateusza
Rychnowo – Kościół p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny
Stoczek Klasztorny – Kościół p.w. Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny
Szropy – Kościół p.w. Świętych Apostołów Piotra i Pawła
Waplewo – Kościół p.w. św. Stanisława Biskupa i Męczennika
Muzea
Muzeum im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Kętrzynie
Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku
oraz materiał badawczy z prac wykopaliskowych w Płonkowie, Gniewie i Lublinie dr Małgorzaty Grupy z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu
a także
kolekcje prywatne.



































![Ukrzyżowanie Chrystusa, Missale Warmiense. Strasbourg, Fridericus [Ruch de] Dumbach, 1497. Biblioteka Wyższego Seminarium Duchownego Metropolii Warmińskiej „Hosianum” w Olsztynie](https://muzeumkopernika.pl/wp-content/uploads/2025/08/smierc_chrystus.jpg)















![Scena pochówku z druku: Missale Warmiense. Strasbourg, Fridericus [Ruch de] Dumbach, 1497 Biblioteka Wyższego Seminarium Duchownego Metropolii Warmińskiej Hosianum w Olsztynie](https://muzeumkopernika.pl/wp-content/uploads/2012/10/smierc_pogrzeb.jpg)































